Czarownice w Głuchołazach cz. I
[&tab;]Tytuł tego artykułu jest zapewne dla wielu naszych Czytelników równie zaskakujący jak zagadkowy i wręcz niewiarygodny. Nie jest to jednak wytwór fantazji, legenda czy domniemanie, a rzetelna i udokumentowana prawda, wstrząsająca zgoła i makabryczna.
Początki wydarzeń, o których będzie mowa, sięgają I połowy XIII wieku (około 1220 r.), a więc okresu, kiedy zakładano nasze miasto. W tym to roku została powołana przez papieża Grzegorza IX instytucja zwana "świętą inkwizycją" jej zadaniem było zwalczanie i zniszczenie działającej we Francji sekty religijnej albigensów, występującej przeciwko ingerencji władz kościelnych w sprawy polityczne Francji.
Inkwizycja była pozornie jedną z wielu form sądownictwa: władze kościelne ścigały i sądziły odszczepieńców i wrogów wiary katolickiej, a wykonywanie tych wyroków należało do władzy świeckiej. W praktyce jednak zarówno przebieg procesu, jak i wyrok zależał od władz kościelnych. Ponadto sądzenie obwinionej osoby nie miało nic wspólnego z normalnym sądem. Przesłuchania obwinionych poprzedzały okrutne, wyrafinowane tortury, których większość "przesłuchiwanych", zwłaszcza kobiet, nie wytrzymywała, przyznając się do wszystkiego, co im sąd zarzucał. Wyrok był zawsze jednakowy: kara śmierci. Tylko sposób jej wykonania był różny. Zazwyczaj palono skazanego na stosie, rzadziej wieszano lub ścinano.
Szczególne żniwo zbierała inkwizycja w Hiszpanii w drugiej połowie XV wieku. Powołana za zgodą papieża Sykstusa IV przez króla Ferdynanda i królową Izabelę, jako instytucja specjalna i niezależna od inkwizycji powszechnej dla zwalczania Żydów i Maurów stosowała odrębne i bardziej bezwzględne prawa. Podlegała ona jedynie królowi hiszpańskiemu. Osławiony, główny inkwizytor - T. Torquenada wysłał na śmierć głównie przez spalenie na stosie około 9000 Żydów, Maurów i ich sprzymierzeńców.
Ofiarami inkwizycji byli zazwyczaj prości ludzie. Nie brak jednak słynnych postaci jak np. Jan Hus, czeski reformator religijny, kaznodzieja, rektor uniwersytety praskiego, spalony na stosie w Konstancji w 1415 r., czy słynna dziewczyna wiejska z Francji Joanna d'Arc spalona kilkanaście lat później przez Anglików (1431), kanonizowana w okresie międzywojennym.
W Polsce inkwizycję wprowadzono znacznie później. W 1318 r. oddano sądy inkwizycyjne Dominikanom krakowskim i śląskim, ale w roku 1552 sejm ograniczył ich działalność. Polska, kraj słynący przez wieki z tolerancji religijnej, nie korzystała w znaczącym stopniu z inkwizycji, czego dowodem jest fakt, że w naszym kraju nie spalono nikogo na stosie.
Inaczej było na Śląsku i płn. Morawach. Wiek XVII nazywają historycy czescy "najczarniejszym okresem w dziejach Moraw", a miano to można z powodzeniem rozszerzyć na tereny Śląska - ściślej Ziemię Nyską. Szczególne nasilenie słynnych "sądów czarownic" przypada na wojnę trzydziestoletnią (1618-48) i wiele jeszcze lat po jej zakończeniu.
Następstwem trzydziestu lat wojny było nie tylko zniszczenie wielu miast, wsi i gospodarki na terenie objętym wojną, ale również olbrzymie zdziczenie obyczajów, demoralizacja, korupcja - klimat podatny dla rozwoju zabobonów, guseł i czarów.
Sądy inkwizycyjne rozpoczęły swą działalność w r. 1622 w Nysie, a wkrótce potem w Zlatych Horach i Głuchołazach (wówczas Cukmantl i Ziegenhals). Nieco później poszerzono zakres działania tych sądów o teren Moraw organizując sądy we Frywaldowie (dziś Jesenik) i w Losinach Velkich k/Szumperka.
Losiny Velke (Łosiny Wielkie) to niewielka, choć słynna wieś uzdrowiskowa, tym bardziej atrakcyjna, że znajdują się tam ciekawe zabytki architektury, m. innymi piękny zamek Żerotinów z epoki renesansu i baroku, a w nim muzeum. Przewodnik oprowadza turystów tylko po pierwszym piętrze zamku. Drugie z powodu słabych stropów jest od lat niedostępne. Wielka to szkoda, bo znajduje się tam słynna sala tortur z okresu sądów czarownic, a w niej różne narzędzia tortur. Różnych kształtów i rozmiarów szczypce i obcęgi, haki, uchwyty żelazne i ostro zakończone pręty - przypominają wyposażenie kuźni. Ale już łoże najeżone gwoździami, koła ze specjalnymi naciągami, drewniane pniaki z kolcami i szereg podobnych "przyrządów i urządzeń", nie pozostawiają żadnej wątpliwości co do ich przeznaczenia. W tej małej wiosce spalono na stosie 39 osób, wśród nich proboszcza z pobliskiego Szumpreka księdza Lautnera za to tylko, że bronił ofiary nikczemnych denuncjacji.
W Jeseniku wykonywał wyroki najbardziej okrutny kat - Franz Boblich, a w Nysie Georg Hillebrand. Ich ofiarami było w latach 1639 -1650 "tylko" 241 osób, bowiem krwawy rekord osiągnęli obydwaj kaci w roku 1651 - 221 osób. W latach 1639 - 1650 stracono w poszczególnych miejscowościach: 11 osób w Nysie, 21 w Głuchołazach, 22 w Mikulovicach, 85 w Zlatych Horach i 102 osoby w Jeseniku, natomiast w roku 1651: 42 osoby w Nysie, 58 osób w Zlatych Horach i 121 w Jeseniku.
Aktywność sądów i katów wynikała nie tylko z ich fanatycznych przekonań i okrucieństwa. Dodatkowym bodźcem były wysokie wynagrodzenia za wykonywany zawód. I tak np. za egzekucję otrzymywał kat 6-8 talarów oraz beczułkę wina, jego sługa 2 talary, a pomocnicy po 1 talarze. Zachowały się rozliczenia dochodów i wydatków, z których wynika, że egzekucje były deficytowe ale tylko pozornie, ponieważ rozliczenia te obejmują jedynie gotówkowe dochody i wydatki bez wartości skonfiskowanego mienia straconych osób. Rzecz bowiem w tym, że skazany tracił część lub całość posiadanych gruntów, budynków, bydła i trzody chlewnej, ziarna itp. na rzecz inkwizytorów.
Ciekawe choć równie okrutne wydarzenia miały miejsce w tym okresie ciemnoty, zawiści i zabobonu w Głuchołazach.
Autor: Stefan Morajko
o autorze2004-06-29
