[&tab;] Każdorazowa zawierucha wojenna oprócz zniszczeń fizycznych pozostawiała na ludności piętno strachu przed ponownym najazdem na miasto. Ilekroć docierała wieść o zbliżaniu się nieprzyjaciela jedynie część ludności umacniała obwarowania i organizowała obronę. Większość zabezpieczała dobytek i swoją rodzinę przed przewidywaną grabieżą, gwałtami i represjami. Już w czasie wojen husyckich, kiedy do Głuchołaz dotarła wiadomość o przekroczeniu przez husytów granic Śląska, znaczna część mieszkańców uciekała do pobliskich lasów w górach, skąd widać było, jak nieprzyjaciel pali i niszczy miasto. Podobna panika ogarnęła mieszkańców w czasie wojny trzydziestoletniej. Tym razem te same lasy i góry miały chronić ludność przed okrucieństwem Szwedów. Największa jednak groza przejmowała mieszkańców na wieść o ruchach wojsk tureckich, odwiecznych wrogów chrześcijaństwa, brodatych janczarach z krzywymi szablami. We wszystkich kościołach biły wtedy na alarm dzwony i odprawiano modły o ratunek boski. Po raz pierwszy zabrzmiały dzwony na znak żałoby po roku 1444, po klęsce wojsk polskich i węgierskich pod Warną, po tragicznej śmierci Władysława Jagiellończyka. Władze kościelne nakazały odprawianie w kościołach mszy żałobnych, a każdy katolik winien odmawiać codziennie Zdrowaś Mario. Znacznie później, bo w 1593 roku znów odezwały się dzwony na wiadomość, że armia Kara Mustafy maszeruje w kierunku Śląska. Obsadzano pospiesznie załogami zamki, wzmacniano w miastach mury obronne, gromadzono zapasy żywności. W Paczkowie otoczonym wysokim podwójnym murem obronnym zburzono gotycki dach kościoła zamieniając go na obszerny płaski taras ozdobiony attyką, na którym postawiono dwa działka, zwane falkonetami. Już sam widok potężnych murów i kościoła-twierdzy w centrum miasta miał zniechęcić Turków przed atakiem na miasto. W Głuchołazach wzmocniono mury i wieże przy bramach, poszerzono fosę z wodą, zbudowano obok domu wójta drewnianą wieżę obserwacyjną, zorganizowano i odpowiednio uzbrojono oddziały wojskowe. Wszystkie te przygotowania okazały się niepotrzebne. Wojska wielkiego wezyra tureckiego ominęły Śląsk podążając ku Austrii, aby tam zadać ostateczny cios armii habsburskiej, wiernej obrończyni chrześcijaństwa. I tak zamiast armii tureckiej przeciągnęły przez Śląsk. wojska polskie Jana III Sobieskiego. Po wspaniałym zwycięstwie 12 września 1683 roku i kilkudniowym wypoczynku armia polska wracała do ojczyzny przez Śląsk.
Brak wiarygodnych zapisów, czy wojsko polskie zatrzymało się w mieście w drodze pod Wiedeń. Natomiast pewnym jest, że część armii Sobieskiego zatrzymała się w Głuchołazach i okolicznych wioskach. Różne były opinie późniejszych kronikarzy na temat tego wydarzenia. Proboszcz z Nowego Lasu dr Laeke tak opisuje przebieg pobytu wojsk polskich: "W Nowym Lesie kwaterowały wojska wybawcy. Od 9 kwietnia przez sześć tygodni żołnierze przetrwonili wszystkie zapasy żywności. Bili ludzi zwłaszcza wtedy, gdy odmawiali im gorzałki". Inny kronikarz pisze nieco łagodniej: "wojsko polskie pod dowództwem księcia Jana Lubomirskiego zachowywało się swawolnie". Zaprzecza temu dr Pfizner, który w "Kronice Cukmantla" (Zalte Hory) pisze: " Na wieść o zwycięstwie pod Wiedniem i powrocie wojsk polskich przez nasze tereny oddano w Zlatych Horach honorową salwę, a rada miejska poleciła wytoczyć ze swoich piwnic beczki z trunkami, aby ludność godnie uczciła zwycięzców". Nie wspomina wprawdzie, czy owe trunki przeznaczono dla wojska polskiego czy ludzi witających, ale podaje, że wszystkim kapelom i zespołom muzycznym polecono grać na wszystkich instrumentach zwycięzców. W kościele odprawiono mszę dziękczynną z uroczystym Te Deum. Opis kończy się słowami: "Tak czciło się wielkie święta w ówczesnej monarchii. Tak czczono je w Zlatych Horach i Głuchołazach". Jak widać opinie były różne, ale taki jest przywilej kronikarza, że może przedstawić swój punkt widzenia, choćby nawet nie był on zgodny z faktami. Tak czy inaczej nie ulega wątpliwości, że rok 1684 to w dziejach Głuchołaz historyczna data, jedynego pobytu wojsk polskich. Warto jeszcze wspomnieć o innym, choć niesprawdzonym wydarzeniu. Istnieje wersja, ze wojsko polskie pozostawiło trwalszy ślad pobytu w naszym mieście: zasadzono w rynku lipę, późniejszy pomnik przyrody. Wersja ta jest o tyle prawdopodobna, że w zwyczaju żołnierzy Jana Sobieskiego było znaczenie zwycięskich szlaków bojowych lipami lub dębami, które zdaniem historyków były ulubionym drzewami tego wspaniałego króla i wodza, a jednocześnie miłośnika przyrody.
Autor: Stefan Morajko
o autorze