Opieka biskupów wrocławskich
[&tab;]Staropolskie porzekadło; "Kto ma księdza w rodzie, temu bieda nie dobodzie" miało swój niemiecki odpowiednik. "Pod biskupim pastorałem dobrze jest mieszkać" - mawiali Niemcy. Przysłowie to znalazło potwierdzenie przed wiekami w księstwie nyskim, rządzonym przez biskupów wrocławskich. Rozległe obszary ziemskie, które książęta piastowscy Śląska nadawali biskupom wrocławskim, wymagały wielu rąk do pracy. W tym celu biskupi sprowadzali masowo osadników. Byli to początkowo Walonowie z terenów dzisiejszej Belgii, Holandii i Danii, a później Germanie z południowych i zachodnich Niemiec. Zakładano wsie i miasta na prawie niemieckim, a w księstwie nyskim na dogodniejszym prawie flamandzkim. Tak powstały na przykład Głuchołazy. Tereny biskupstwa wrocławskiego i księstwa nyskiego, w tym Głuchołazy, podlegały formalnie władzy świeckiej, czyli książętom. Ci jednak z biegiem lat cedowali szereg praw na rzecz biskupów i tak z czasem doszło na tych terenach do dwuwładzy. Wójt Głuchołaz i rada miasta podlegali jej formalnie, ale mianował ich biskup wrocławski. Sądownictwo było również w gestii księcia, ale tylko do rozstrzygnięcia sporów na szczycie, natomiast sądy grodzkie podlegały biskupom. Najbardziej przegranymi w takim układzie byli mieszkańcy miast i wsi, musieli bowiem składać różne daniny w naturze i gotówce zarówno księciu, jak i biskupowi. Również książęta spostrzegali, że wymyka się im władza z rąk. Zaczęły się waśnie i spory, których szczyt nastąpił za panowania Henryka Prawego (Probusa). O ile jego przodkowie Henryk Brodaty i Pobożny starali się spory załatwiać ugodowo, to Henryk Prawy wystąpił przeciwko biskupowi Tomaszowi zbrojnie i zdecydowanie. Zmusił biskupa do opuszczenia Wrocławia, a następnie ścigał go przez Otmuchów, Nysę i Głuchołazy, aż dopadł w Raciborzu. Po krótkim oblężeniu zdobył miasto i po raz pierwszy doszło do ukorzenia się biskupa przed świeckim władcą. Spór zakończył się groteskowo. Henryk Prawy, złożony ciężką chorobą, wezwał do siebie biskupa i na łożu śmierci uzyskał od niego przebaczenie, w zamian za co oddał biskupowi "na wieki wieków" wszystkie zajęte dobra biskupie dodając do tego znaczną część swoich posiadłości oraz przekazał na rzecz Kościoła sporo złota i kosztowności. Następcy biskupa Tomasza zdali sobie sprawę z tego, że zbrojnie sporów z książętami nie wygrają. Postanowili zjednać sobie mieszkańców biskupstwa przez złagodzenie obciążeń. Miasta zaczęły otrzymywać przywileje, które dawały wójtowi i radzie większą samodzielność i pozwalały na zmniejszenie podatków i danin dla biskupstwa. Głuchołazy otrzymały taki przywilej w maju 1370 r. Upoważniał on radę miasta do samodzielnego zawierania kontraktów na dzierżawę gruntów i do ustalania podatków i opłat na rzecz miasta. W gestii wójta i rady była odtąd gospodarka rybna, piwowarstwo, handel i rzemiosło. W 1509 r. biskup Jan oddał radzie sąd grodzki, któremu podlegali wszyscy mieszkańcy miasta i gminy. Jedynie sprawy szlachty i rycerstwa pozostały w gestii komendanta miasta mianowanego przez biskupa. Ten sam przywilej dawał prawo organizowania miesięcznych i corocznych targów. W 1567 r. Biskup Kasper anulował na prośbę rad Paczkowa, Otmuchowa i Głuchołaz obowiązujące od 1415 r, "prawo wrocławskie" i wprowadził w tych miastach nowe przepisy prawne. Dokument ten zawierał 70 paragrafów obejmujących wszystkie ważniejsze zagadnienia prawne. Jeden z nich stanowił, że w razie śmierci męża, żona dziedziczy trzecią część majątku, a 2/3 dzieli się między dzieci. "Kasprowe prawo" przyznało Głuchołazom dodatkowy jarmark w dniu św. Wawrzyńca. Korzyść z tego była taka, że każdy jarmark był okazją do sprzedaży płodów rolnych przez rolników i różnych wyrobów przez rzemieślników. Obok zboża, mięsa, maki, owoców i warzyw, a także pieczywa i piwa można było sprzedać lub kupić obuwie, płótno, sukna, uprząż, wyroby kołodziejskie i stolarskie. Dla jednych jarmark dawał możliwość zbycia, a więc i zarobku, dla innych nabycia potrzebnych artykułów i przedmiotów.
Biskupi nie byli obojętni wobec szkód, jakie ponosili mieszkańcy miast i wiosek po wojnie, zarazie, powodzi, czy pożarze. Po każdej klęsce miasto otrzymywało nie tylko doraźne dotacje ze skarbu biskupiego, ale również prawo uzyskania materiałów budowlanych z biskupich lasów i kamieniołomów. Odkąd zaczęto budować z cegły, po każdym pożarze czy powodzi wójt Głuchołaz otrzymywał od biskupa nakaz znacznego zwiększenia produkcji cegły i zbywania jej po niskich cenach, a wyjątkowych przypadkach nawet bezpłatnego jej przydziału.
W roku 1623 biskup książę Karol Ferdynand Waza, brat króla polskiego Zygmunta, sprowadził do Nysy Jezuitów, najbardziej wówczas ceniony zakon w Europie. Zadaniem jego była walka z reformacją i protestantami oraz szerzenie oświaty w wyższych sferach księstwa nyskiego. Oddano im w tym celu budynek seminarium św. Anny w Nysie, a wkrótce zbudowano kompleks okazałych budynków klasztornych, szkolnych i kościół barokowy (obecnie "Karolinum" i kościół Wniebowstąpienia NMP). Nie pominięto Głuchołaz. Na polecenie biskupa Jezuitom oddano Bodzanów, udzielono pomocy w zagospodarowaniu i budowie klasztoru. Wieś podlegała wprawdzie wójtowi głuchołaskiemu, ale wpływy Jezuitów, dzięki poparciu biskupa, objęły wkrótce nie tylko Bodzanów ale i Głuchołazy, co nie przyniosło konkretnych korzyści materialnych.
Czarną postacią wśród biskupów wrocławskich stał się dla Polaków w księstwie nyskim biskup Jan IV Roth, zwany przez polskich historyków "Polakożercą". Za jego to przyczyną w 1797 r. na nyskim rynku został ścięty jeden z ostatnich książąt piastowskich na Śląsku, Mikołaj II za to, że sprzeciwiał się germanizacji i lekceważył zarządzenia biskupa. Z Głuchołaz wysiedlono w tym czasie niewielką już grupę Polaków, którzy odmówili nauki języka niemieckiego, pozbawiając ich całego dorobku życiowego. Pozytywnym przeciwieństwem biskupa Rotha byli jego następcy w XVI - XVII wieku. Jakub z Zalcy, Baltazar z Prominicy, Jakub z Łagowa, Jan Sicz, Marcin Gerstman i wychowanek akademii krakowskiej, Węgier z pochodzenia - Jan Turzo - byli to wybitni humaniści, zwolennicy i propagatorzy tolerancji narodowej i wyznaniowej. Wszyscy oni poza Janem Turzo żyli i panowali w Nysie, podnosząc miasto do rangi filii biskupstwa wrocławskiego. Po śmierci społeczeństwo miasta fundowało im wspaniałe sarkofagi, które do dnia dzisiejszego stanowią ozdobę katedry nyskiej. Jeśli chodzi o Głuchołazy, to nie sposób pominąć biskupa wrocławskiego, a potem neuburskiego Franciszka Ludwika, który nie tylko upodobał sobie Głuchołazy bardziej niż inne miasta, ale pozostawił po sobie trwałą pamiątkę. Jest nią kościół parafialny p.w. św. Wawrzyńca. To właśnie z inicjatywy biskupa i za jego pieniądze został odbudowany i przebudowany zniszczony przez Husytów, a później przez Szwedów, głuchołaski kościół. To dzięki biskupowi Franciszkowi Ludwikowi od roku 1792 po dzień dzisiejszy stoi wspaniały pomnik barokowej architektury sakralnej, którym po 1945 roku opiekowali się troskliwie O.O Marianie, a obecnie prowadzony jest przez księży diecezji opolskiej.
Autor: Stefan Morajko
o autorze
Biskupi nie byli obojętni wobec szkód, jakie ponosili mieszkańcy miast i wiosek po wojnie, zarazie, powodzi, czy pożarze. Po każdej klęsce miasto otrzymywało nie tylko doraźne dotacje ze skarbu biskupiego, ale również prawo uzyskania materiałów budowlanych z biskupich lasów i kamieniołomów. Odkąd zaczęto budować z cegły, po każdym pożarze czy powodzi wójt Głuchołaz otrzymywał od biskupa nakaz znacznego zwiększenia produkcji cegły i zbywania jej po niskich cenach, a wyjątkowych przypadkach nawet bezpłatnego jej przydziału.
W roku 1623 biskup książę Karol Ferdynand Waza, brat króla polskiego Zygmunta, sprowadził do Nysy Jezuitów, najbardziej wówczas ceniony zakon w Europie. Zadaniem jego była walka z reformacją i protestantami oraz szerzenie oświaty w wyższych sferach księstwa nyskiego. Oddano im w tym celu budynek seminarium św. Anny w Nysie, a wkrótce zbudowano kompleks okazałych budynków klasztornych, szkolnych i kościół barokowy (obecnie "Karolinum" i kościół Wniebowstąpienia NMP). Nie pominięto Głuchołaz. Na polecenie biskupa Jezuitom oddano Bodzanów, udzielono pomocy w zagospodarowaniu i budowie klasztoru. Wieś podlegała wprawdzie wójtowi głuchołaskiemu, ale wpływy Jezuitów, dzięki poparciu biskupa, objęły wkrótce nie tylko Bodzanów ale i Głuchołazy, co nie przyniosło konkretnych korzyści materialnych.
Czarną postacią wśród biskupów wrocławskich stał się dla Polaków w księstwie nyskim biskup Jan IV Roth, zwany przez polskich historyków "Polakożercą". Za jego to przyczyną w 1797 r. na nyskim rynku został ścięty jeden z ostatnich książąt piastowskich na Śląsku, Mikołaj II za to, że sprzeciwiał się germanizacji i lekceważył zarządzenia biskupa. Z Głuchołaz wysiedlono w tym czasie niewielką już grupę Polaków, którzy odmówili nauki języka niemieckiego, pozbawiając ich całego dorobku życiowego. Pozytywnym przeciwieństwem biskupa Rotha byli jego następcy w XVI - XVII wieku. Jakub z Zalcy, Baltazar z Prominicy, Jakub z Łagowa, Jan Sicz, Marcin Gerstman i wychowanek akademii krakowskiej, Węgier z pochodzenia - Jan Turzo - byli to wybitni humaniści, zwolennicy i propagatorzy tolerancji narodowej i wyznaniowej. Wszyscy oni poza Janem Turzo żyli i panowali w Nysie, podnosząc miasto do rangi filii biskupstwa wrocławskiego. Po śmierci społeczeństwo miasta fundowało im wspaniałe sarkofagi, które do dnia dzisiejszego stanowią ozdobę katedry nyskiej. Jeśli chodzi o Głuchołazy, to nie sposób pominąć biskupa wrocławskiego, a potem neuburskiego Franciszka Ludwika, który nie tylko upodobał sobie Głuchołazy bardziej niż inne miasta, ale pozostawił po sobie trwałą pamiątkę. Jest nią kościół parafialny p.w. św. Wawrzyńca. To właśnie z inicjatywy biskupa i za jego pieniądze został odbudowany i przebudowany zniszczony przez Husytów, a później przez Szwedów, głuchołaski kościół. To dzięki biskupowi Franciszkowi Ludwikowi od roku 1792 po dzień dzisiejszy stoi wspaniały pomnik barokowej architektury sakralnej, którym po 1945 roku opiekowali się troskliwie O.O Marianie, a obecnie prowadzony jest przez księży diecezji opolskiej.
Autor: Stefan Morajko
o autorze
2004-06-30
