Prawdziwe fabryki
[&tab;]Przełom XIX/XX wieku był dla Głuchołaz okresem burzliwego rozwoju przemysłu. Zaczęto budować "prawdziwe" fabryki . Jako pierwsza stanęła w mieście Fabryka Papieru.
Niewątpliwie ciekawe są początkowe fazy rozwoju tej fabryki. Nie była to bowiem od razu fabryka papieru w dosłownym znaczeniu. W 1883 roku na terenie między Białą Głuchołaską, a Promenadenstrasse (dziś Al. Jana Pawła II) zbudowano fabrykę celulozy Tillgner i S-ka. Jej właścicielami byli A. Tillgner oraz bracia Edward i Salo Kassirer. Wybór miejsca pod budowę fabryki nie był przypadkowy. Biała dostarczała dużo czystej wody do ługowania, a w pobliskich lasach nie brakowało surowca do produkcji. W celulozowni zastosowano znane wówczas nowości techniczne, ponieważ ambicją właścicieli było utrzymywanie zakładu na wysokim poziomie technicznym i stworzenie bazy gospodarczej w nadziei na poważne zyski. Nie ograniczono się zresztą do produkcji celulozy. W 1923 roku rozbudowano fabrykę i powiększono ją o...gorzelnię, która produkowała z cukru dziennie 2 tysiące litrów spirytusu, odbieranego w całości przez monopol państwowy. Już wtedy zatrudniano około 300 osób, które pracowały tu przez dziesiątki lat ku zadowoleniu i korzyści własnej, jak również pracodawców. Fabrykę przekształcono w spółkę akcyjną, przy czym całość akcji pozostała w rękach właścicieli. Już wcześniej, bo w 1889 roku A. Glogner i K. Methner uruchomili tartak nad Białą, który produkował ścier papierniczy, a wkrótce potem Methner i inż., August Franke zbudowali odrębną fabrykę ścieru papierniczego. Przełom w rozwoju fabryki stanowił rok 1902, kiedy to zakupiono i zainstalowano pierwszą maszynę papierniczą. Już w 1906 roku stanęła w fabryce druga, a w 1913 trzecia maszyna produkująca papier. Po śmierci Glognera kierownictwo fabryki przejął jego zięć z Rudawy Wilhelm Gumpert, który jeszcze bardziej unowocześnił i zmodernizował fabrykę, wyposażając ją we wszelkie nowości techniczne. W 1925 roku zakupiono nieczynną już, niewielką fabrykę papieru Frankla usytuowana na końcu obecnej ul. Andersa (dziś stara hala sportowa).Dopiero wtedy potężny jak na owe czasy kombinat stał się znany w całej Europie, a nawet w Stanach Zjednoczonych. Fabryka produkowała papier fatynowy i gładki gazetowy do dużych rotacyjnych maszyn drukarskich pracujących dla znanych wydawnictw gazet codziennych Śląska, Berlina i Paryża. Tartak przerabiał 15 tys. m3 drewna rocznie, a dwa duże ścieraki dostarczały ścier papierniczy do produkcji 50-60 ton papieru dziennie. Już wtedy fabryka pracowała w ruchu ciągłym. Dzięki temu przez cały rok czekało w magazynie 15-18 ładunków papieru po 10 ton każdy stale gotowych do wysyłki. Przy produkcji ścieru zatrudniano 65, w tartaku 72 a w papierni 110 pracowników. W 1927 roku przekształcono fabrykę w towarzystwo akcyjne. Pierwsza i druga wojna światowa nie wpłynęły negatywnie na działalność i rozwój fabryki. Dopiero po 1945 roku jej historia wzbogaciła się o nowe fakty. Przestała istnieć celulozownia. Pozostał po niej jedynie komin i wysoka wieża. O "uprzątnięcie" wnętrza zakładu postarali się nasi wyzwoliciele, wywożąc do Związku Radzieckiego maszyny i urządzenia. Podobne "porządki" ominęły na szczęście fabrykę papieru, dzięki czemu wkrótce po przejęciu miasta przez władze polskie uruchomiono produkcję.
Choć fabryka papieru była największym zakładem przemysłowym w mieście, to jednak najszybciej i najliczniej powstawały zakłady drzewne i fabryki mebli. Dowodzi tego fakt, w okresie od 1855 do 1926 roku zbudowano i uruchomiono w Głuchołazach 12 tego typu zakładów. W 1855 r. D. Chotzen kupił fabrykę przędzy przy ul. Kolejowej i po przebudowie uruchomił tam produkcję szpuntów do beczek dla potrzeb licznych śląskich browarów. Dwa lata później E.Nitsche zbudował przy ul. Kościuszki fabrykę, filię podobnego zakładu w Nysie, w której produkowano wózki ręczne, taczki dwukołowe oraz artykuły gospodarstwa domowego, jak: ramy do pił ręcznych, klamerki do bielizny, wieszaki ubraniowe, a nawet łapki na myszy. W 1875 roku M. Grudei uruchomił przy ul. Grunwaldzkiej duży tartak, a przy nim fabrykę skrzyń i desek podłogowych, przy czym produkcja osiągnęła wkrótce sto tysięcy sztuk rocznie. Kilkanaście metrów dalej F. Schindler zbudował fabrykę obłogów i fornirów. Produkowano tam również pudełka do cygar. W 1907 roku E. Sondern zbudował zakład stolarki budowlanej. Kolejną fabryką był niewielki obiekt przy ul.Kościuszki R, Wolfa produkujący z drewna bukowego pudełka do zapałek. Trzy tysiące skrzyń wysyłano dziennie do fabryk zapałek w Rosji i Holandii. Jak widać żadna z uruchomionych do 1907 roku fabryk nie produkowała mebli.
Pierwszy zakład meblarski zbudował M.Radke obok rzeźni. Wykonywano tu sypialnie okleinowane fornirem dębowym i orzechowym, politurowane oraz szafy ubraniowe i biurka. Zatrudniano 40 pracowników, a w ciągu miesiąca produkowano 30 sypialni, 60 szaf i tyleż biurek. Po raz pierwszy zastosowano w fabryce napęd elektryczny. W tym czasie zbudowano, a po pożarze rozbudowano, fabrykę mebli przy ul. Wrocławskiej Pantke i Scheitza. Wysokiej jakości szafy ubraniowe, toaletki i biurka okleinowane orzechem, mahoniem i czereśnią znajdowały nabywców daleko poza Śląskiem. Przyfabryczny tartak dostarczał materiału na futryny drzwiowe i podłogowe. Zatrudniano 150 pracowników, a fabryka była drugą co do wielkości na Śląsku. W 1919 r. zbudowano dwie dalsze fabryki obok rzeźni. Meble kuchenne R Frietzego zbywano na Śląsku, w Saksonii, Łużycach i Prusach. Właścicielem drugiej fabryki był I. Mueller, który oprócz mebli produkował 500-600 trumien rocznie. W 1926 r. uruchomiono dwie ostatnie fabryki. Obie były filiami wielkich zakładów niemieckich. Pierwsza przy ul. Kolejowej, własność C. Luettiga, specjalizowała się w stolarce budowlanej z surowca sprowadzanego z Norwegii, Finlandii, Polski i Rumunii. Druga, przy końcu ul. Kraszewskiego, własność Timmernanna to niewielka wyposażona w najnowsze maszyny fabryka produkująca również stolarkę budowlaną z surowca czeskiego. Zatrudniała zaledwie 18 pracowników. Wszystkie wymienione fabryki dokonywały aż do wybuchu II wojny światowej systematycznej rozbudowy i modernizacji. Dzięki temu żadna z nich, mimo okresowych kryzysów gospodarczych, nie miała trudności ze zbytem swoich towarów. Działania wojenne także nie dotknęły żadnej z nich, tyle tylko, ze niektóre musiały produkować dla przemysłu zbrojeniowego. Np. fabryka mebli przy ul. Wrocławskiej wykonywała elementy do kabin samolotów...
W początkach XIX w Głuchołazach rozwinęły się także inne gałęzie przemysłu. Nie dorównywały one wprawdzie obiektom fabryki papieru, ale znane były z dobrej produkcji nie tylko na Śląsku. Jedną z najstarszych fabryk w mieście była fabryka rękawiczek. Założona w 1870 nazwy przybierała od nazwisk właścicieli, którymi byli: Franciszek Grudei, Teodor Langer, Matylda Peihert, Józef Singer. Fabryka miała swoją filię w Vidnavie k/Jesenika. Początkowo szyto rękawiczki wyłącznie ręcznie. Wiele dziewcząt i kobiet zatrudnionych na co dzień w gospodarstwach rolnych znalazła w fabryce dodatkowe źródła zarobku. Dopiero po 1890 roku produkcję zmechanizowano. Pierwsze maszyny zakupiono za granicą i zainstalowano najpierw na próbę w Vidnavie, a potem na stałe w Głuchołazach. Szczytowy rozwój fabryki przypada na początek XX wieku, kiedy to głuchołaskie rękawiczki eksportowano do wszystkich krajów Europy. Nieco trudniejszy był handel z Ameryką. Zapotrzebowanie było wprawdzie większe niż w Europie, jednak sprytni Amerykanie obłożyli wysokim cłem w latach 1912/13 wszystkie towary sprowadzane ze świata. Ale już od 1916 roku aż do wybuchu pierwszej wojny światowej Ameryka była największym odbiorcą głuchołaskich rękawiczek. Po I wojnie sytuacja znów się zmieniła. Dotychczas bowiem głuchołaska fabryka byłą jedyną producentką rękawiczek, wybierała odbiorców i dyktowała ceny. Wnet jednak znalazła konkurentów w Anglii, Belgii, Italii i Czechach, gdzie siła robocza była znacznie tańsza, a jakość rękawiczek nie gorsza od głuchołaskich. W tym okresie więc produkowano rękawiczki głównie dla niemieckich landów, dążąc jednocześnie do obniżki kosztów produkcji i powrotu na rynki światowe. Niemiecka gospodarność sprawiła, że po kilku latach cel osiągnięto. W Głuchołazach i Vidnavie systematycznie modernizowano i ulepszano technologię wyposażając obie fabryki w nowoczesne maszyny. W poszukiwaniu taniej siły roboczej zaczęto uruchamiać warsztaty chałupnicze w Głuchołazach, Konradowie, Podlesiu, Mikulovicach, Kałkowie, Jarnołtówku i Gierałacicach. Zatrudniono w nich około 600 szwaczek. Niskie zarobki w chałupnictwie pozwoliły na obniżkę cen rękawiczek, nie zniechęcając bynajmniej szwaczek do pracy, był to bowiem dla nich dodatkowy dochód. Zwiększyła się ilość produkcji, poprawiła jakość, zmniejszyła cena i światowe rynki stanęły znów otworem. Nic dziwnego, że w tym okresie szyto w warsztatach 100 do 150 tuzinów rękawiczek miesięcznie, a była to w owych czasach znacząca ilość. Fabryka dawała zyski i korzyści nie tylko jej właścicielom. Wielu kobietom dawała zatrudnienie, a kasę miasta zasilała gotówka z tytułu podatków. Ojcowie miasta docenili znaczenie fabryki dla miasta i w trosce o jej rozwój założyli w Głuchołazach przy wójtostwie pierwszą w Europie miejską szkołę rękawiczniczą dla dziewcząt (Handschuchnaehschule). Na utrzymanie szkoły wójt przeznaczył 600, a izba handlowa w Opolu 500 marek, co wystarczyło całkowicie na wyposażenie szkoły i pensje dla nauczycieli. Pierwszą kierowniczką szkoły była E.Wiener, a nauczycielką H. Poeschel. Różna była liczba uczennic. I tak w 1901 było ich 26, w 1904 już 72, a do roku 1926 uczęszczało do szkoły łącznie 453. Spośród absolwentek zatrudniano przeciętnie 170 wykwalifikowanych dziewcząt. Jeden kurs trwał 13 tygodni, a nauka była bezpłatna. Zajęcia trwały codziennie od 8.00 do 13.00. W 1921 roku szkołę przejściowo zamknięto, ale wkrótce na zarządzenie ministra handlu i przemysłu zajęcia wznowiono i kontynuowano niemal do wybuchu drugiej wojny światowej, choć ilość uczennic znacznie zmalała.
Autor: Stefan Morajko
o autorze
2004-06-30
