Rozwój miasta
[&tab;]W pojęciu średniowiecznym miasto było środkiem kryształu, punktem centralnym otoczonym szczelnym pierścieniem założonych w okresie kolonizacji wsi. Założenie miasta poprzedzało opracowanie dalekosiężnych, gruntownie przemyślanych planów, określających cel i sposób realizacji zamierzeń. Do połowy XIV wieku nie tylko domy i kościoły ale nawet obwarowania miejskie były drewniane. Dopiero później zaczęto budować z kamienia, najpierw kościoły i obwarowania, później domy i inne obiekty.
Nie wiadomo dokładnie kiedy zbudowano w głuchołaskim rynku kamienny ratusz. Dopiero dokument z 1552 roku mówi o ratuszu jako okazałej budowli z kamienia łupanego pokrytej dachówką. Za czasów fryderykańskich zwano ratusz "białym wróblem" zapewne od bieli ścian ratusza. Zbudowany został z inicjatywy urzędującego w 1552 r. burmistrza Jana Kirchnera. Dzięki niemu wybrukowano rynek i wybiegające z niego ulice, zbudowano browar i rozbudowano łaźnię miejską, zbudowaną wcześniej we wschodniej pierzei rynku. W trosce o higienę i zdrowie mieszkańców władze miejskie udostępniały łaźnię bezpłatnie ubogim co 14 dni. Zatrudniono w niej łaziennego, który oprócz funkcji zarządcy był również golibrodą, cyrulikiem i balwierzem. Nie tylko strzygł i golił, ale stawiał bańki, upuszczał krew, a nawet usuwał zęby. Znane są z tego okresu nazwy ważniejszych ulic. Obok "królewskiej" i "celnej" była ulica "różana (obecnie Skłodowskiej) zwana wcześniej "pasterską, ponieważ tędy pędzono bydło na łąki i pastwiska położone za bramą dolną (tereny od kościółka św. Rocha aż po Bodzanów).
Drzewa sadzono w centrum miasta i przy murach obronnych. Potężne dęby w Konradowie i wschodniej części miasta przetrwały przez wieki. Przybywało coraz więcej okazałych kamienic zarówno w centrum miasta, jak również po drugiej stronie rzeki Biała i na granicy miasta z Konradowem. Nawet w czasie wojny trzydziestoletniej naprzeciw zbudowanej w latach 1626/27 kaplicy stanął młyn, z którego dochody czerpał wójt i rada miasta.
Widok miasta i zachodzące w nim zmiany przedstawiały obrazy śląskich mistrzów pędzla, niestety, zagubione i zniszczone.
Najstarszy z nich zachował się na chórze kościoła parafialnego i przedstawiał miasto w czasie powodzi 1460 roku. Wysokie domy drewniane zwrócone były frontem do placu targowego z widoczną na nim studnią z żurawiem. Jeszcze w wieku XVIII było w mieście 14 takich studzien. Z roku 1737 pochodzi obraz miasta pędzla Wernera z serii scenografii miast śląskich. Przedstawia on rynek, okazałe murowane kamienice zdobione dekoracją sgrafittową i renesansowymi szczytami zwrócone są nimi w stronę rynku. Z tego samego okresu pochodzi pierwszy plan miasta ze szczegółową legendą. Widnieją na nim wszystkie domy wraz z nazwiskami ich właścicieli. Ze szkiców wnętrz wynika, że na parterze od frontu były pomieszczenia sklepowe i, jakbyśmy to dziś nazwali, punkty usługowe. Główna część mieszkalna mieściła się w tylnej części piętra, a przednia z oknami wychodzącymi na rynek stanowiła rupieciarnię i pokój dla dzieci. Z biegiem lat układ w górnej części całkowicie odwrócono.
Ozdobą zachodniej części rynku był ratusz, okazały czworokątny piętrowy budynek. Szczytową jego ścianę zdobił zegar słoneczny. W smukłej wieżyczce na dachu wisiała sygnaturka, a na szczycie wieżyczki tkwiła blaszana chorągiewka z kozią głową. Sklepienie w dolnej części ratusza stanowiło w razie najazdu na miasto, schronienie przed pociskami. W piwnicach, obok wielu komórek, znajdowała się cela zwana "izdebka tortur". Dochodziły stamtąd niekiedy jęki torturowanych, zwłaszcza w okresie inkwizycji, więźniów. Do górnej części ratusza prowadziło od wschodu i zachodu po 15 kamiennych schodków bez balustrady. Na piętrze mała salka przeznaczona była dla interesantów, duża sala na posiedzenia rady. Był tam również pokój dla sekretarza i kasa miejska. Na parterze pod schodami były dwa kramy. I tu napotykamy na akcent polski, choć niezbyt zaszczytny. P. Kutzer pisze, że w jednym z kramów "polski próżniak - cwaniaczek" sprzedawał różnego wypieku pierniki. Skąd wzięło się to niepochlebne określenie, autor nie wyjaśnia. Obok ratusza w północnej stronie rynku stała wartownia dla żołnierzy, a przy niej pręgierz, słup początkowo drewniany później kamienny, do którego przywiązywano zakutych w dyby rzezimieszków, złodziei, a nawet kobiety lekkich obyczajów. Kamienne stopnie schodów do pręgierza wbudowane w bruk tkwiły jeszcze w połowie XIX wieku. Przy bramie górnej stał niewielki budynek, a w nim graniczny szlaban. Siedział tam wartownik, który pobierał cło od wwożonych towarów. Już w XV i XVI wieku obowiązywały opłaty za przewóz trunków, mięsa, mąki i zboża. W 1706 roku funkcje te przekazano tzw. akcyzie. Od 1890 roku nie spotykamy żadnej wzmianki o ratuszu. Dopiero rok później wspomniany P. Kutzer pisze: "W roku 1876, kiedy miastem rządziło trzech burmistrzów: urzędujący Barschewitz i dwaj emeryci Puff i Boremski, królewski referendarz z niewiadomych przyczyn polecił zburzyć ratusz. Rozkaz wykonano. Dwudziestu rosłych mężczyzn musiało długo i z całej siły ciągnąć za liny, aby zburzyć budowlę stojącą od trzystu lat, która mogła stać jeszcze przez wiele lat zdobiąc rynek i miasto. Po zburzeniu ratusza mieszkańcy zadawali sobie ironiczne pytanie: "Gdzie na świecie jest takie miasto, które ma trzech burmistrzów, a nie ma ratusza".
Aby obraz miasta w okresie jego rozwoju był pełny, należy dodać, ze w pobliżu bramy górnej zbudowano szpital św. Krzyża. W południowej części miasta stała popularna gospoda "Pod wieczna lampą", której wnętrze oświetlały lampy olejne. Druga gospoda mieściła się w browarze. Sam browar był solidnym budynkiem mieszczącym kufy o dużej pojemności. W piwnicach browaru kilkumetrowej głębokości studnia dostarczała krystalicznej wody, dzięki której piwo z tutejszego browaru było przedniej jakości. W browarnianej gospodzie jej bywalcy delektowali się od 1882 roku słynnym piwem bawarskim. Browar dostarczał piwo jeszcze w czasie drugiej wojny światowej. Dopiero armia radziecka wyzwalając Głuchołazy wyzwoliła je przy okazji z urządzeń browarniczych.
Twierdzenie, jakoby Głuchołazy zawdzięczały swój rozwój odkryciu złota stanowi tylko część prawdy. Złoto obok niewątpliwych korzyści, przyniosło kłopoty w postaci coraz liczniejszych napadów południowych sąsiadów na miasto. Jeśli mimo to od XV wieku po obwarowaniu miasto rozwijało się systematycznie, to zasługa jego pracowitych i przedsiębiorczych mieszkańców. Dopiero nawała husycka przerwała dalszy postęp.
Autor: Stefan Morajko
o autorze
Nie wiadomo dokładnie kiedy zbudowano w głuchołaskim rynku kamienny ratusz. Dopiero dokument z 1552 roku mówi o ratuszu jako okazałej budowli z kamienia łupanego pokrytej dachówką. Za czasów fryderykańskich zwano ratusz "białym wróblem" zapewne od bieli ścian ratusza. Zbudowany został z inicjatywy urzędującego w 1552 r. burmistrza Jana Kirchnera. Dzięki niemu wybrukowano rynek i wybiegające z niego ulice, zbudowano browar i rozbudowano łaźnię miejską, zbudowaną wcześniej we wschodniej pierzei rynku. W trosce o higienę i zdrowie mieszkańców władze miejskie udostępniały łaźnię bezpłatnie ubogim co 14 dni. Zatrudniono w niej łaziennego, który oprócz funkcji zarządcy był również golibrodą, cyrulikiem i balwierzem. Nie tylko strzygł i golił, ale stawiał bańki, upuszczał krew, a nawet usuwał zęby. Znane są z tego okresu nazwy ważniejszych ulic. Obok "królewskiej" i "celnej" była ulica "różana (obecnie Skłodowskiej) zwana wcześniej "pasterską, ponieważ tędy pędzono bydło na łąki i pastwiska położone za bramą dolną (tereny od kościółka św. Rocha aż po Bodzanów).
Drzewa sadzono w centrum miasta i przy murach obronnych. Potężne dęby w Konradowie i wschodniej części miasta przetrwały przez wieki. Przybywało coraz więcej okazałych kamienic zarówno w centrum miasta, jak również po drugiej stronie rzeki Biała i na granicy miasta z Konradowem. Nawet w czasie wojny trzydziestoletniej naprzeciw zbudowanej w latach 1626/27 kaplicy stanął młyn, z którego dochody czerpał wójt i rada miasta.
Widok miasta i zachodzące w nim zmiany przedstawiały obrazy śląskich mistrzów pędzla, niestety, zagubione i zniszczone.
Najstarszy z nich zachował się na chórze kościoła parafialnego i przedstawiał miasto w czasie powodzi 1460 roku. Wysokie domy drewniane zwrócone były frontem do placu targowego z widoczną na nim studnią z żurawiem. Jeszcze w wieku XVIII było w mieście 14 takich studzien. Z roku 1737 pochodzi obraz miasta pędzla Wernera z serii scenografii miast śląskich. Przedstawia on rynek, okazałe murowane kamienice zdobione dekoracją sgrafittową i renesansowymi szczytami zwrócone są nimi w stronę rynku. Z tego samego okresu pochodzi pierwszy plan miasta ze szczegółową legendą. Widnieją na nim wszystkie domy wraz z nazwiskami ich właścicieli. Ze szkiców wnętrz wynika, że na parterze od frontu były pomieszczenia sklepowe i, jakbyśmy to dziś nazwali, punkty usługowe. Główna część mieszkalna mieściła się w tylnej części piętra, a przednia z oknami wychodzącymi na rynek stanowiła rupieciarnię i pokój dla dzieci. Z biegiem lat układ w górnej części całkowicie odwrócono.
Ozdobą zachodniej części rynku był ratusz, okazały czworokątny piętrowy budynek. Szczytową jego ścianę zdobił zegar słoneczny. W smukłej wieżyczce na dachu wisiała sygnaturka, a na szczycie wieżyczki tkwiła blaszana chorągiewka z kozią głową. Sklepienie w dolnej części ratusza stanowiło w razie najazdu na miasto, schronienie przed pociskami. W piwnicach, obok wielu komórek, znajdowała się cela zwana "izdebka tortur". Dochodziły stamtąd niekiedy jęki torturowanych, zwłaszcza w okresie inkwizycji, więźniów. Do górnej części ratusza prowadziło od wschodu i zachodu po 15 kamiennych schodków bez balustrady. Na piętrze mała salka przeznaczona była dla interesantów, duża sala na posiedzenia rady. Był tam również pokój dla sekretarza i kasa miejska. Na parterze pod schodami były dwa kramy. I tu napotykamy na akcent polski, choć niezbyt zaszczytny. P. Kutzer pisze, że w jednym z kramów "polski próżniak - cwaniaczek" sprzedawał różnego wypieku pierniki. Skąd wzięło się to niepochlebne określenie, autor nie wyjaśnia. Obok ratusza w północnej stronie rynku stała wartownia dla żołnierzy, a przy niej pręgierz, słup początkowo drewniany później kamienny, do którego przywiązywano zakutych w dyby rzezimieszków, złodziei, a nawet kobiety lekkich obyczajów. Kamienne stopnie schodów do pręgierza wbudowane w bruk tkwiły jeszcze w połowie XIX wieku. Przy bramie górnej stał niewielki budynek, a w nim graniczny szlaban. Siedział tam wartownik, który pobierał cło od wwożonych towarów. Już w XV i XVI wieku obowiązywały opłaty za przewóz trunków, mięsa, mąki i zboża. W 1706 roku funkcje te przekazano tzw. akcyzie. Od 1890 roku nie spotykamy żadnej wzmianki o ratuszu. Dopiero rok później wspomniany P. Kutzer pisze: "W roku 1876, kiedy miastem rządziło trzech burmistrzów: urzędujący Barschewitz i dwaj emeryci Puff i Boremski, królewski referendarz z niewiadomych przyczyn polecił zburzyć ratusz. Rozkaz wykonano. Dwudziestu rosłych mężczyzn musiało długo i z całej siły ciągnąć za liny, aby zburzyć budowlę stojącą od trzystu lat, która mogła stać jeszcze przez wiele lat zdobiąc rynek i miasto. Po zburzeniu ratusza mieszkańcy zadawali sobie ironiczne pytanie: "Gdzie na świecie jest takie miasto, które ma trzech burmistrzów, a nie ma ratusza".
Aby obraz miasta w okresie jego rozwoju był pełny, należy dodać, ze w pobliżu bramy górnej zbudowano szpital św. Krzyża. W południowej części miasta stała popularna gospoda "Pod wieczna lampą", której wnętrze oświetlały lampy olejne. Druga gospoda mieściła się w browarze. Sam browar był solidnym budynkiem mieszczącym kufy o dużej pojemności. W piwnicach browaru kilkumetrowej głębokości studnia dostarczała krystalicznej wody, dzięki której piwo z tutejszego browaru było przedniej jakości. W browarnianej gospodzie jej bywalcy delektowali się od 1882 roku słynnym piwem bawarskim. Browar dostarczał piwo jeszcze w czasie drugiej wojny światowej. Dopiero armia radziecka wyzwalając Głuchołazy wyzwoliła je przy okazji z urządzeń browarniczych.
Twierdzenie, jakoby Głuchołazy zawdzięczały swój rozwój odkryciu złota stanowi tylko część prawdy. Złoto obok niewątpliwych korzyści, przyniosło kłopoty w postaci coraz liczniejszych napadów południowych sąsiadów na miasto. Jeśli mimo to od XV wieku po obwarowaniu miasto rozwijało się systematycznie, to zasługa jego pracowitych i przedsiębiorczych mieszkańców. Dopiero nawała husycka przerwała dalszy postęp.
Autor: Stefan Morajko
o autorze
2004-06-30
