Śladami królewny Marianny
Pięćdziesiąt kilometrów od Głuchołaz, w Kamieńcu Ząbkowickim znajduje się jeden z najwspanialszych zamków na Śląsku. Ilość złota za jaką został wybudowany- blisko trzy tony, może przyprawić o zawrót głowy. Budowla będąca mieszaniną czterech stylów architektonicznych: neoromańskiego, gotyku angielskiego, mauretańskiego i eklektycznego –widoczna jest z daleka. Właścicielką zamku była królewna niderlandzka, Marianna Luiza Orańska. Pamiątki z nią związane znajdują się również bliżej Głuchołaz, a koło jednej z nich przechodzimy nawet codziennie. Mowa o głuchołaskim kościółku gimnazjalnym.
Królewna Marianna urodziła się w maju 1810 r. w Berlinie, gdzie akurat przebywał wygnany przez Napoleona król Wilhelm VI. Imiona – Wilhelmine Friederike Luise Charlotte Marianne – otrzymała po matce. W powszechnym użyciu było jednak tylko to ostatnie. Dwadzieścia lat później wyszła za mąż za swego kuzyna Albrechta von Hohenzollerna. Był on piątym dzieckiem króla pruskiego Fryderyka Wilhelma III i bratem późniejszego cesarza Wilhelma I. Nie było to udane małżeństwo. Marianna nie pasowała do surowego, wręcz wojskowego ceremoniału pruskiego dworu. Dodatkowo zdecydowanie górowała nad mężem inteligencją i obyciem, ten natomiast co raz częściej dopuszczał się zdrady, o czym królewnę skrupulatnie informowali różni „życzliwi”, sama z resztą widziała dobrze co się dzieje. Wszystko to sprawiło, że Mariannę jej współcześni często porównywali do losów cesarzowej Elżbiety (Sissi), może jedynie poza zdradami małżeńskimi, a dzisiaj moglibyśmy porównać ją do historii księżnej Diany. Małżeństwo zakończyło się hucznym rozwodem w 1848 r., kiedy to okazało się, że... Marianna spodziewa się dziecka ze swym koniuszym.
Król Fryderyk Wilhelm IV, było nie było szwagier Marianny, zakazał jej pobytu na terytorium Prus dłuższego niż jeden dzień, w dodatku z obowiązkiem meldowania się na policji przy każdym wjeździe i wyjeździe. Było to szczególnie upokarzające, a przede wszystkim uciążliwe dla kogoś kto w Prusach, głównie na Śląsku, posiadał liczne majątki, żeby wymienić chociaż rozpoczętą właśnie budowę zamku w Kamieńcu Ząbkowickim. Marianna znalazła jednak sposób, aby odwiedzać swe dobra niemal codziennie. Jak jej się to udało powiemy sobie za chwilę. Najpierw wypada wspomnieć o pamiątkach królewny niderlandzkiej w naszej najbliższej okolicy.
Marianna była ewangeliczką, nie przeszkadzało jej to jednak w pomocy dla parafii katolickich. Na przykład w Bardo Śl. sprawowała patronacką opiekę nad tamtejszymi katolikami, darząc ich szczególną troską, między innymi na Boże Narodzenie przekazywała ubogim spore dary, które później rozdzielał proboszcz lub burmistrz. Nie zapominała oczywiście o swych współwyznawcach. Głuchołaska diaspora ewangelicka była bardzo niewielka, podobnie jak w całym zlikwidowanym właśnie księstwie nyskim. Na jego terytorium w połowie XIX wieku zamieszkiwało jedynie 3% protestantów. Inaczej było do wojny trzydziestoletniej, kiedy to w głuchołaskim kościele parafialnym odprawiano nabożeństwa zarówno ewangelickie jak i katolickie. Jednak po wybuchu wojny, i sprowadzeniu do Głuchołaz jezuitów, ich ilość wyraźnie spadła. Sto lat później niejaki Dobieżyński pisał w swych relacjach z podróży po Śląsku „...Przejechaliśmy przez miasteczko Ziegenhals, dwie mili od Nysy, które jest w murze, dość piękne choć niewielkie, domostwa z muru i drzewa, które trzyma biskup wrocławski. I tu jedna wiara, ewangelików nie masz...”. Napływ ludności z głębi Niemiec, powodowany rozwojem przemysłowym Głuchołaz, stworzył konieczność wybudowania kościoła ewangelickiego. Neogotycka świątynia powstała za rozbieranymi właśnie murami miejskimi. Jej konsekracja miała miejsce 12 grudnia 1866 r. Kościół otrzymał imię Pokoju Bożego. Do jego powstania przyczyniły się przede wszystkim datki organizowane w ewangelickich parafiach na całym Śląsku. Również królewna Marianna podarowała na ten cel sumę 200 talarów, co może nie było kwotą znaczną, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę inne budowle stawiane w tym czasie z funduszy Marianny, warto ten dar docenić. Dużo hojniejszy był swat Marianny książę Fryderyk von Mecklemburg - Schwerin, który podarował sumę 500 talarów i trzy cenne olejne obrazy. Książę odwiedzał Głuchołazy w czasie swego wypoczynku w uzdrowisku Gräfenberg w Jeseniku.
Druga świątynia ufundowana tym razem już w całości przez Mariannę powstała właśnie w Jeseniku. Królewna odwiedziła to miasto we wrześniu 1880 r., przy okazji konfirmacji czyli bierzmowania dwójki młodych miejscowych ewangelików. Początkowo z jej pieniędzy zakupiono jedynie naczynia liturgiczne. Finansowe potrzeby przerastały jednak możliwości tamtejszej parafii, w związku z czym w lutym 1881 r. królewna podarowała jej sumę 10 tys. guldenów, a w październiku tego samego roku wzięła udział w uroczystości położenia kamienia węgielnego pod budowę ewangelickiej świątyni. O jesenickim kościele myślała do ostatnich praktycznie chwil swego życia. Chciała przyjechać koniecznie na jego poświęcenie, ale na początku 1883 r. czuła już się tak źle, że z tamtejszą parafią kontaktowała się jedynie telegraficznie. Zmarła niecałe pół roku przed poświęceniem budowli, które odbyło się w październiku 1883 r. W wydarzeniu tym uczestniczyła jedynie córka Marianny - Aleksandryna. Otworzyła uroczyście kościelne drzwi ze słowami: Na wspomnienie mojej spoczywającej w Bogu Matki otwieram ten dom Boży i przekazuję go zborowi. Po II wojnie światowej i wysiedleniu z Jesenika Niemców sudeckich, kościół przejął Czeskobraterski Kościół Ewangelicki. Z pierwotnego wyposażenia wnętrza praktycznie nic nie zostało. Fundatorkę świątyni przypomina jedynie chrzcielnica, wykonana z podarowanego przez nią białego marmuru ze Stronia Śl., który to marmur nazywany jest obecnie Białą Marianną. Kościół ten jest często niezauważany. Znajduje się bowiem w głębi parku przy wyjeździe w kierunku na Głuchołazy. Niestety najczęściej jest zamknięty, tak że pozostaje jedynie podziwianie jego neogotyckiej bryły, typowej dla wszystkich ewangelickich świątyń powstałych w tym czasie na Śląsku.
Kolejne miejsce związane z życiem Marianny Orańskiej to pałacyk w Bilej Vodzie. Jak pamiętamy po rozwodzie król pruski zezwolił Mariannie jedynie na jednodniowe pobyty na terytorium swego państwa. Królewna wykorzystując fakt, że większość jej dóbr usytuowanych było tuż przy ówczesnej granicy austriackiej, wyszukała więc nieduży majątek w Bilej Vodzie, sąsiadującej ze Złotym Stokiem, skąd było już tylko 10 km do Kamieńca, a wszystkie wsie po drodze też już były jej własnością. Sam zameczek, w którym zamieszkała Marianna, po raz pierwszy pojawił się w dokumentach w 1691 r., kiedy to miał być wzniesiony przez niewymienionego z nazwiska arystokratę z Alzacji. Prawdopodobnie był to skromny dwór, jakich wiele wzniesiono na Śląsku, może o charakterze myśliwskim, o czym świadczyłaby używana później nazwa Jagdschlos. Wypada wspomnieć, że właśnie tam 20 października 1742 r. ustalono nowy przebieg granicy prusko – austriackiej, obecnie polsko – czeskiej. Marianna zakupiła zamek z pobliską wsią w 1854 r. za kwotę 175 tys. pruskich talarów. Już w następnym roku dobudowano piętro w zamkowych skrzydłach i wieżę w głównym budynku, a całości nadano historyzujący wygląd. Wokół powstał ogród w modnym podówczas stylu angielskim. Po śmierci Marianny majątek ten przejęła córka Aleksandryna, która nadała zameczkowi dzisiejszy wygląd. Następną posiadaczką, od 1906 r. była z kolei jej córka Charlotta, która w 1917 r. sprzedała wszystkie tutejsze włości (ponad 800 ha) Józefowi Kutzowi. Ten natomiast, ze względu na swe żydowskie pochodzenie, musiał w 1938 r. odsprzedać go na rzecz państwa niemieckiego, po zajęciu Sudetów przez III Rzeszę. Grunty z zameczkiem nabył wówczas hrabia Jan Wilczek, późniejszy ambasador w Madrycie i Rzymie. Podczas wojny urządzono tu lazaret, po którym pamiątką jest krzyż w parku. W 1945 r. obiekt przejęło państwo czechosłowackie, lokując w nim posterunek straży granicznej, a w latach 1950-52 sanatorium dziecięce, zaś w roku szkolnym 1952 – 53 ośrodek dla pracowników wyższych uczelni. W następnym sezonie obiekt przekształcono w zakład psychiatryczny, którym jest do dnia dzisiejszego. Z tego też względu nie mamy możliwości zwiedzenia jego wnętrza, a także parku. Rekompensatą może być jedynie wspaniały widok na jeziora i okolice Otmuchowa. Zameczek znajduje się na uboczu wsi. Aby do niego dotrzeć musimy minąć tamtejszy klasztor i jechać prosto na zachód aż do granicy.
Z Bilej Vody, możemy udać się przez przejście graniczne w Złotym Stoku do Kamieńca Ząbkowickiego, gdzie znajduje się wspomniany na wstępie zamek. Jest on dość szczegółowo opisany w polskiej literaturze także tutaj podarujemy sobie jego szczegóły. Niemniej należy podkreślić, że jego zwiedzenie jest niezapomnianą przyjemnością. Objazd tej trasy rowerem, może być polecony tylko wytrawnym kolarzom, chociaż z Kamieńca zawsze można wrócić do Głuchołaz pociągiem.
Na koniec jeszcze tylko wyjaśnienie dlaczego Mariannę Orańską powinniśmy tytułować królewną a nie księżną czy też księżniczką. Marianna była bowiem córką króla holenderskiego, a nie księcia, po drugie była również żoną syna króla. Przysługiwała jej godność Prinzessin von Niederlande, a nie Herzogin czy Fürstinn, stojące niżej w niemieckiej tytulaturze arystokratycznej. I jeszcze jedno – Marianna pochowana jest w Erbach nad Renem, zaledwie 20 kilometrów od partnerskiego Nieder – Olm. Więc może jeśli ktoś z Państwa odwiedzi kiedyś naszych niemieckich przyjaciół znajdzie chwilę na zobaczenie i uwiecznienie na fotografii miejsca spoczynku, osoby tak bardzo związanej z naszą okolicą. Chcącym poznać bliżej losy królewny Marianny polecam książkę profesora Krzysztofa Mazurskiego, (autora min. przewodnika po Głuchołazach), pt. „Miłość i dramaty królewny Marianny”. Na jej podstawie powstał ten artykuł.
autor: Paweł Szymkowicz
autor: Paweł Szymkowicz
2004-04-02
