Głuchołazy
Kalendarz imprez
Mapa serwisu
Urzędy
Banki
Służba zdrowia
Szkolnictwo
Miejscowości
Kronika filmowa
Repertuar kina
Apteki
>>więcej

Kopa Biskupia
Narty
Trasy rowerowe
Szlaki turystyczne
Jaskinie w Górach Opawskich
Miejsca warte odwiedzenia
Złoto Głuchołaz i okolic
Łowiectwo
Wędkarstwo
Biuro podróży Opawy
Rozkład jazdy PKS i PKP
>>więcej

Szkoła Muzyczna im. Jerzego Hellera
Koncerty
Konkursy
>>więcej

Park Krajobrazowy Góry Opawskie
Rezerwaty - Góry Opawskie
Ścieżki przyrodniczo-dydaktyczne
>>więcej

Polskie miasta
iNEWS
eGospodarka.pl
>>więcej

noclegi zakwaterowanie
Z dziejów lecznictwa południowej części Śląska Opolskiego w XIX i XX wieku
Referat mój uważam za "rzut oka" krajoznawcy na wybrane zagadnienia z historii medycyny Śląska Opolskiego, ze szczególnym uwzględnieniem regionu przyległego do Jesioników. Ten wysoki łańcuch górski był częścią dawnej granicy między Śląskiem a ziemiami Morawy. Obecnie istniejąca granica polityczna wytyczona została w wyniku trzech wojen śląskich (pokój w Hubertusburgu 1763), dzieląc stary feudalny Śląsk na część pruską i część austriacką. Granica polityczna, wymuszona przez Fryderyka II, przecinała obszary zamieszkałe przez etnicznie jednolitą ludność, powodując sztuczne rozerwanie jej skupisk. Widać to wyraźnie na mapie narodów słowiańskich zawartej w "Encyklopedii Słowian" wydanej w Piotrogradzie przed I wojną światową. Południowo-zachodnia część byłego powiatu głubczyckiego zamieszkała ludność mówiąca narzeczem morawskim, a nazywająca siebie "Morawakami". Ten element słowiański, jak ludność wschodnich części ówczesnej pruskiej rejencji opolskiej, był pod stałym naciskiem wyżej stojącego cywilizacyjnie elementu germańskiego, toteż wybitne i zasłużone dla Śląska postacie pochodzenia słowiańskiego były zaniedbywane przez niemiecką historiografię. Chciałbym dwie takie postacie nieco przybliżyć kolegom krajoznawcom. Będą to Jerzy Filip Mogalla i Marcin Józef Nathan. Zgodnie z potrzebami krajoznawstwa będę starał się przy omawianiu czy to osób, czy wydarzeń medycznych - opisywać przetrwałe jeszcze do dziś zabytki budownictwa względnie inne zabytki znajdujące się w pobliżu, aby uatrakcyjnić zwiedzane miejsca. Zainteresowanych zagadnieniami poruszanymi w tym referacie odsyłam do cytowanej literatury, a lepiej - proszę o osobistą wymianę wiadomości. Mile wspominam dyskusję, jaka wywiązała się po wygłoszeniu tego referatu na Ogólnopolskim Zlocie Przodowników GOT. Postacią łączącą wszystkie ziemie historycznego Śląska jest Jerzy Filip Mogalla (1766-1831). Urodził się w Opolu, ale pracował we Wrocławiu obejmując swoją działalnością obszar całego Śląska - ściślej: pruskiej prowincji śląskiej. W jej skład wchodziły obecne województwa: jeleniogórskie, wałbrzyskie, legnickie, wrocławskie, opolskie, duża część katowickiego, częstochowskiego, kaliskiego i leszczyńskiego, wreszcie część Łużyc leżąca obecnie w NRD. Na tym obszarze pracą służby zdrowia kierowało kolegium, w skład którego wchodził Mogalla, a któremu potem przewodniczył. Kilka danych biograficznych przybliży nam postać tego ofiarnego lekarza i organizatora. Wykształcenie pedagogiczne zdobył we Wrocławiu, ale potem rozpoczął studia medyczne we Wiedniu, które ukończył w 1790 r. we Frankfurcie nad Odrą. Mieścił się tam wydział lekarski przed przeniesieniem go w 1810 r. do Wrocławia. Od początku pracę w Spółce Brackiej łączył z pracą organizatorską i literacko-popularyzatorską. Najlepiej udokumentowana jest praca nad unowocześnieniem leczenia uzdrowiskowego. Odbywał częste podróże naukowe na teren ziem monarchii austro-węgierskiej. Stałym przedmiotem jego zainteresowań naukowych były warunki geograficzne uzdrowisk i wód leczniczych. Do jednego ze swoich zestawień obok słynnych zdrojów sudeckich i austro-węgierskich wstawił Opole, wyjaśniając w postaci przenośni literackiej, że miasto to nie jest uzdrowiskiem, ale ujrzał w nim po raz pierwszy księżyc i pierwszą kometę. Z tytułu swego urzędu prowincji [miał wiele zajęć], a były one bardzo zróżnicowane: zabezpieczenie sanitarno-epidemiczne działań wojennych w dobie napoleońskiej, schorzenia epidemiczne koni i owiec, organizacja m.in. w Opolu szkoły położnych z polskim językiem wykładowym. Zmarł w czasie epidemii cholery w 1831 r. we Wrocławiu. Dokładniejszego omówienia wymagają prace Mogalli w dziedzinie lecznictwa uzdrowiskowego. W Kudowie odkrył i opisał źródło żelaziste. Główną jego zasługą jest wprowadzenie i potem rozpropagowanie leczenia przetworami mleka w uzdrowiskach. Z ideą leczenia mlekiem w połączeniu z klimatem, zetknął się prawdopodobnie na Morawach, gdzie pod koniec XVII w. lekarz brneński Kročak wysyłał pacjentów ze schorzeniami układu oddechowego do Beskidu, aby tam leczyli się dobrym powietrzem i żętycą. Mogalli nie można [zarzucić] plagiatu, ale odwrotnie - w założonym przez siebie w Dusznikach w 1800 r. zakładzie mleko było przyrządzane wg ścisłej receptury w aptece. Ustalony wtedy statut uzdrowiskowy jeszcze dzisiaj należałoby uważać za wzorowy ze względu na ochronę środowiska przyrodniczego i higienę psychiczną kuracjuszy. Nic dziwnego, że Duszniki zdobyły sławę europejską, a Chopinowi lekarze warszawscy właśnie tam zalecili ratowanie wątłego zdrowia. Mleko dostarczały oślice żywione na łąkach koło Dusznik, których roślinność określali ówcześni jako "subalpejską". W ciągu kilkudziesięciu lat metodę tę przyjęło wiele innych uzdrowisk śląskich, m.in. Szczawno, do którego ściągała śmietanka arystokratyczna Europy od koronowanych głów królestwa pruskiego do księżnej Izabeli Czartoryskiej. Uwieczniła ona swoje wrażenia we wspomnieniach, które wydało Ossolineum po II wojnie światowej. Nie doczekał się Mogalla wdzięczności od współczesnych ani potomnych. Jedynym istniejącym do dziś upamiętnieniem jego ofiarnego życia jest tablica w małym uzdrowisku Libverda, już poza granicami prowincji śląskiej, a nawet Prus. Wpisano go na tablicę jako zasłużonego dla rozwoju tego zdroju. Wojny napoleońskie znaczyły się na Górnym Śląsku szpitalami wojskowymi, w których umieralność była bardzo wysoka. O higienę wówczas nie dbano tak jak dziś i często straty osobowe z powodu chorób zakaźnych i infekcyjnych przewyższały ubytki powodowane walkami. Rannym z kolei groziły zakażenia przyranne, których leczenie nie było tak łatwe jak obecnie w epoce antybiotyków. Odwrót Napoleona z Rosji zapowiadał przeniesienie się teatru wojny do Europy Środkowej. Wymagało to odpowiedniego przygotowania bazy szpitalnej. Zajmowały się tym "z urzędu" oficjalne władze cywilne pruskiej służby zdrowia. Szpitale organizowano w budynkach sekularyzowanych dóbr kościelnych, m.in. w zamku otmuchowskim, byłym klasztorze w Prudniku, w budynku w Kopernikach. W tym ostatnim zmarł oficer rosyjski, któremu wystawiono piękny, dotychczas istniejący klasycystyczny pomnik nagrobny w postaci przerwanej kolumn. Nie był to wcale odosobniony przypadek -przecież sam wódz naczelny armii rosyjskiej Kutuzow zmarł pod Bolesławcem. Organizowaniem szpitalnictwa wojskowego na Śląsku zajmował się m.in. dr Mogalla. Pracował też w oddziałach szpitalnych wojsk rosyjskich, lecząc zarażenia przyranne. Nie było to leczenie łatwe, gdyż nie znano jeszcze wtedy szczepień, profilaktycznego podawania surowic czy leczenia antybiotykami. Zaledwie 20 lat po wojnach napoleońskich nawiedziło Europę nowe nieszczęście - epidemia cholery. Przerażenie społeczeństwa było ogromne, gdyż minęło kilka pokoleń od ostatniej epidemii choroby zakaźnej, która zresztą nie dotknęła omawianych okolic. Była to na początku XVIII w. dżuma, szczególnie dobrze udokumentowana w Gdańsku. Zdążyli więc ludzie zapomnieć i uśpiona została czujność władz sanitarnych. W roku 1830 wybuchło Powstanie Listopadowe, co spowodowało koncentrację wojsk rosyjskich na wschodnich granicach Królestwa Polskiego. Czasowo zbiegło się to z ekspansją cholery z jej endemicznych ognisk na południu Azji ku Europie. Wojska, które operowały w zajętych przez epidemię terenach, zostały właśnie przerzucone w pobliże zbuntowanego Królestwa Polskiego. Całością wojsk rosyjskich na wschodnich granicach Królestwa Polskiego dowodził w pierwszej fazie feldmarszałek Dybicz noszący przydomek "Zabałkański", który pochodził ze szlachty dolnośląskiej. Zmarł też na cholerę w Kleszowie dnia 9. czerwca 1831 r. Po Dybiczu dowództwo nad siłami interwencyjnymi objął feldmarszałek Paskiewicz, który dowodził już uprzednio oddziałami operującymi w zajętych przez epidemię obszarach Azji. Doktorowi Barchewitzowi z Kowar, który (jak wielu innych) pojechał do Rosji nauczyć się leczenia cholery, w drodze powrotnej na Śląsk rozmawiał z feldmarszałkiem, który tak objaśnił mu metody walki z epidemią "... w szeregach wojsk rosyjskich panowała ona, gdy stały w obozie, znikała gdy maszerowały...". Metoda ta była kosztowna w ludziach i w niekorzystnym efekcie epidemiologicznym, przyspieszała bowiem rozprzestrzenianie się choroby zakaźnej. Cholera nie rozróżniała mundurów, narodowości czy przynależności państwowej - toteż po opanowaniu terenu Królestwa Polskiego "przekroczyła" już w lecie 1831 r. dobrze strzeżone granice państwowe i rozpoczęła wędrówkę przez cały Śląsk od południo-wschodu ku północo-zachodowi. Epidemia oszczędziła tylko okolice górskie. Cholerę na granicach państwowych miały zatrzymać tzw. "kordony sanitarne". Prusy utworzyły taki kordon na granicy z Królestwem Polskim, Austro-Węgry - na granicy z Prusami na terenie Śląska. Ten ostatni przebiegał więc przez interesujące nas okolice byłych powiatów: nyskiego, prudnickiego, głubczyckiego i raciborskiego. Nawet poczta i pieniądze były dokładnie odkażane. Kordony sanitarne okazały się jednak mało skuteczne, np. w położonej tuż przy granicy Opawie zebrano po dniu targowym na rynku kilkanaście zwłok zmarłych na cholerę. Z przetrwałych zabytków po epidemiach cholery godnymi uwagi są cmentarzyki, położone zwykle z dala od wsi i po pochowaniu tam zmarłych na cholerę - już więcej nie użytkowanych. Skrupulatne statystyki pruskie wskażą nam rok, w którym tam pochowano ofiary epidemii. Przykładem wyjątkowo dobrze udokumentowanego zabytku jest cmentarz po epidemii w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, ograniczonej do dóbr jednej rodziny magnackiej. W jej głównym centrum - w Kamieniu Śląskim, zachował się do dziś w całości założony wtedy cmentarz, dane urzędowe statystyki, notatki w księgach parafialnych i wreszcie tradycja ustna w postaci przekazywanej z ust do ust przez pokolenia. Zachowały się też ciekawe zabytki piśmiennictwa związane z cholerą. Są to dwujęzyczne (po polsku i niemiecku) ogłaszane zarządzenia i instrukcje sanitarne dla ludności ówczesnej rejencji opolskiej, która obejmowała m.in. teren Śląska Opolskiego. Aby zarządzenia były zrozumiane i przestrzegane, władze pruskie musiały ogłaszać je po polsku. Widać duży procent ludności nie znał dobrze języka niemieckiego. W XIX wieku istniały na terenie Śląska Opolskiego uzdrowiska oparte na własnych źródłach. Wszystkie działały na terenie naszych zainteresowań. Były to: zdrój w Grabiniu, zdrój Henryka pod Nysą i zakład w Trzebini. Wieś Grabin leży przy drodze między Niemodlinem a Nysą, stolicami dwóch byłych sąsiadujących ze sobą powiatów. Zdrój położony był na północ od wsi, w połowie drogi do miejscowości Krasna Góra. Urządzenia uzdrowiskowe leżały z dala od zabudowań wiejskich otoczone zalesionymi pagórkami. Kuracjusze mieszkali na miejscu. Co prawda, nie było ich tyle, ile np. w Kudowie, o której już w 1831 r pisano, iż przebywa tam wielu snobów nie wymagających leczenia. W zdroju grabińskim nowe metody lecznicze wprowadzono wcale nie później niż w renomowanych uzdrowiskach Europy - np. borowinę używano tu od 1834 r., a więc nie później, jak w słynnych zdrojach zachodnich Czech. Lekarz uzdrowiskowy opisywał rewelacyjne wyniki w leczeniu chorób reumatycznych (dna) i skórnych (wykwity liszajowate). Dotarcie do zdroju wymagało iście turystycznych wyczynów. Zachował się opis takiej podróży z przewodnikiem, gdyż obcy mógłby zabłądzić. To odosobnienie chwalił jednak inny kuracjusz, który pisał, iż tam może odpocząć po męczącej fizycznie i psychicznie pracy zawodowej. Zdrój przestał funkcjonować w 1865 r., potem wybudowano tu pałacyk myśliwski, który spłonął w 1956 r. W wymienionej już Krasnej Górze zachowało się wiele cennych XVI-wiecznych płyt nagrobnych z napisem w języku czeskim. Zdrój Henryka pod Nysą nie wyróżniał się wysokim poziomem leczniczym. Położenie jego nie było atrakcyjne, a mimo to pacjenci chwalili sobie leczenie. Jednemu z nich ustąpiły zupełnie dolegliwości związane z hemoroidami, inny wychwalał wycieczki, jakie można było stąd urządzać. Najbliższa była piesza - do miasta Nysy. Dalszymi już były wyjazdy do Otmuchowa, Jawornika, Vidnavy, a najdalsza do zdroju Trzebinia i Jindřichova. Atrakcją Otmuchowa był stary zamek biskupi. W Jaworniku oddalonym o 36 km ciekawiło podejście do letniego zamku biskupów wrocławskich schodami o 127 stopniach. Trzebinia wcale nie była ostatnią miejscowością godną zwiedzania. Niektórzy kuracjusze oczywiście zwiedzali uzdrowisko, ale co bardziej przedsiębiorczy przekraczali granicę cesarstwa austro-węgierskiego, gdzie w dużej wsi Jindřichov kupowali niezwykle dobre wina (pewno jak na owe czasy była to już wycieczka dla zaawansowanych - trasa wynosiła aż 50 km). Autor notatki dodaje od siebie, że te same gatunki wina można było kupić w pobliskiej Nysie. Po zdroju Henryka nie zachowały się żadne zabytki. Przestał działać w 1870 r. We wsi Trzebinia, kilka kilometrów na południe od Prudnika zabiegi wodolecznicze wykonywano od 1811 r. (kiedy to wykryto pierwsze źródła wody mineralnej) do 1945 r. Tak długo zawdzięczał zdrój prężności gospodarczej miejscowości oraz położeniu przy przejściu granicznym na ważnym szlaku łączącym Morawy przez Śląsk Austriacki z Nysą i Wrocławiem. Droga ta miała ogromne znaczenie gospodarcze. Jak dbano wtedy o gości, niech świadczy fakt istnienia w tej wsi kawiarni już w 1830 r. Kuracjusze mieli do dyspozycji duży ogród i zorganizowane rozrywki kulturalne, m.in. bilard. Dziś nazwalibyśmy to klubem uzdrowiskowym. Musiało być coś atrakcyjnego w Trzebini, jeżeli przyjeżdżali tu na wycieczki kuracjusze zdroju Henryka. Przy kościele zachował się nagrobek byłego właściciela, a na środku ogrodu obok ruin zamku zachowała się studnia. Dlaczego opisane zdroje zaginęły? Można wymienić dwie przyczyny. Pierwsza to nieatrakcyjne położenie w równinnym terenie. Konkurencję wygrały pięknie wśród gór położone uzdrowiska sudeckie, które dodatkowo rozwinęły swoją architekturę w postaci założeń parkowych i stylowych budowli. Oddziaływanie psychoterapeutyczne tej architektury opisywał już pod koniec ub. roku lekarz polski Adam Raciborski. Drugi powód to rozwój farmakoterapii. Bóle reumatyczne leczone dotychczas przede wszystkim w wodach, teraz zwalczano prościej i taniej - tabletką. Nie ożywiła starych zdrojów "moda na wodolecznictwo" typu Kneippa czy Priessnitza - mimo iż ośrodek tego ostatniego rósł jak na drożdżach kilkanaście kilometrów za linią graniczną. Zadecydowało znowu ukształtowanie terenu, bo metoda przyjęła się w Głuchołazach, a w obecnych Zlatych Horach rozwinął się zakład leczenia fizykalnego. Budynek, w którym mieścił się ten ostatni, jest dobrze widoczny ze szczytu Kopy Biskupiej. Południowe części pogórza Jesioników mają też swoje tradycje walki o poprawę sytuacji życiowej ludzi zdrowych, jak i chorych. We wsi Uvalno, położonej na południe od Krnova (Karniowa), urodził się i działał Hans Kudlich. Walczył o większe prawa dla chłopów. Zmuszony do ucieczki, znalazł się w pruskiej części Śląska. Wyemigrował do Anglii, gdzie skończył studia medyczne i pracował jako lekarz. W jego miejscowości rodzinnej wystawiono mu piękny pomnik. Z Uvalna w kierunku wschodnim widnieją na horyzoncie dwie wieże - to wieś Branice, w dawnym powiecie głubczyckim. Leżała już w pruskiej części Śląska, ale jej okolice zamieszkiwała ludność nazywająca się Morawiakami i używająca narzecza morawskiego. Z tej to ludności wywodził się Marcin Józef Nathan - założyciel do dziś istniejącego szpitala psychiatrycznego. Rozwój przestrzenny rozpoczął od własnego kawałka pola. Pierwszą instytucją oświatowo-wychowawczo-medyczną był założony w 1899 r. dom zakonny w składzie: nauczycielka, przedszkolanka i dwie pielęgniarki do opieki domowej. Zawody sióstr pasowały idealnie do "zamówienia społecznego" ówczesnej wsi. Ich praca wnosiła do życia chłopów postęp, pomagała wychowywać dzieci i szerzyła higienę. Na początku naszego wieku, gdy nie istniało jeszcze bezpłatne leczenie, tą działalność Nathana należy ocenić jako rewelacyjną, dalekowzroczną, postępową. W ciągu kilku lat, poprzez zakład dla młodzieży, rozwinął się zakład leczniczy dla chorych i upośledzonych psychicznie. Mimo braku dotacji państwowych rozwój ten postępował tak burzliwie, że w okresie międzywojennym ilość pacjentów zbliżała się do 2000. Znajdowali tu azyl chorzy, których nie tolerowało przeciętne tzw. normalne społeczeństwo. Znajdowali tu przymierzoną pracę, czy to w warsztacie rzemieślniczym, w ogrodzie lub w polu. W myśl pojęć dzisiejszej medycyny była to idealna terapia zajęciowa, a nawet dalej - leczenie pracą, a przecież było to pół wieku temu. Z dobrej organizacji gospodarki czerpał Nathan fundusze na intensywną rozbudowę swego zakładu. Pacjenci, przeważnie chronicy, nie byli w stanie opłacić kosztów utrzymania i leczenia. Dotacji państwowych też nigdy nie było, a raczej odwrotnie, w okresie hitleryzmu ograniczono wszelkimi sposobami działalność ośrodka branickiego. Prawdopodobnie ta sytuacja nasunęła autorowi książki o branickim dziele Nathana tytuł "Milioner z miłości", bo też trzeba być pełnym miłości, by tak poświęcić się umysłowo chorym i upośledzonym. Że osiągnięcie milionowych zysków jest możliwe przy dobrej organizacji tak wielkiego zakładu, udowodniła już powojenna historia tego szpitala. W dbałości o zdrowie i wypoczynek personelu medycznego zasłynął Nathan w całych ówczesnych Niemczech. Pielęgniarki, przeważnie siostry zakonne, poza przepięknymi mieszkaniami, miały własne solarium, które wywoływało zawistny podziw mateczek innych domów zakonnych. Niezależnie od tego, zakupił dla nich dom wczasowy pod Nysą. Funkcjonalność dwurodzinnych domków z ogródkiem, budowanych przez Nathana dla lekarzy budzi podziw, a ich urządzenia wodno-kanalizacyjne działają do dziś. Godne uwagi są intencje założyciela zakładu, który mimo iż był duchownym katolickim, już w akcie erekcyjnym zastrzegł równe prawa wszystkim pacjentom bez względu na narodowość, język, pochodzenie czy religię. Kierując swoim dziełem do 1945 r., konsekwentnie przestrzegał tych humanistycznych zasad - tak w zakładzie, jak i w swoim życiu prywatnym. Życie Nathana wymagało wiele ofiar, szczególnie w czasie nacisków germanizacyjnych okresu międzywojennego oraz narastającego potem hitlerowskiego rasizmu. Po dojściu do głosu ideologii rasistowskiej poczęto atakować sens istnienia zakładu - zdaniem propagandy faszystowskiej chronił "nieużyteczne istoty". Nie zniechęciło to Nathana do pracy dla chorych, ani nie zmieniło jego poglądów społeczno-politycznych. Pozostał konsekwentnym humanistą nie poddającym się naciskom, ba, nawet prowadzącym dalej swoją działalność, wbrew zakazom władz hitlerowskich. Po oderwaniu przez Hitlera od Czechosławacji tzw. Sudetenlandu - część tego terenu znalazła się pod zarządem kościelnym Nathana. Nie zrażając się szykanami władz wobec kościoła w ogóle, zdobył się on na wręcz bohaterski czyn - przemawiał do wiernych w czeskich parafiach w ich języku ojczystym. Osobnego omówienia wymaga działalność załogi szpitala w Branicach przeciw zbrodniczym zabiegom lekarskim - kastracji i eutanazji. Pielęgniarki, przeważnie siostry zakonne, jako pracownice zobowiązane były do zachowania tajemnicy zawodowej m.in. o tym, że pod byle pretekstem wykonywano na umysłowo chorym zabiegu kastracji. Gdy któremuś z pacjentów groziła taka sytuacja, siostry namawiały jego rodzinę, by go zabrała do domu. Był to niebezpieczny sabotaż zarządzeń hitlerowskich. O stopniu surowości tych zarządzeń niech świadczy fakt likwidacji znanego zakładu psychiatrycznego w Kobierzynie pod Krakowem - przez masowe rozstrzelanie pacjentów. Pewien chory duchowny austriacki znalazł schronienie przed niehumanitarnymi zabiegami medycznymi aż w Branicach u Nathana. Jeszcze żyje i wykonuje proste czynności duszpasterskie z wyjątkiem okresów pogorszeń. Jest on żywym pomnikiem odwagi wielkiego humanisty. Jeszcze większym pomnikiem pracy Nathana jest tętniący życiem szpital w Branicach. Turysta interesujący się architekturą powinien obejrzeć założoną także na terenie zakładu bazylikę. Ciekawy jest też rozkład i urządzenie budynków, szczególnie domków dla rodzin pracowniczych. Postacie tak Nathana, jak i Mogalli, nie zostały jeszcze dostatecznie opracowane przez polską historiografię. Współcześni im nie dostrzegali ich zasług albo je rozmyślnie pomniejszali, potem zaś nie zależało na ich rozsławianiu. Okoliczności śmierci obu tych sławnych mężów też nie sprzyjały pozostawieniu długiej pamięci. Tym bardziej nakłada to na nas tym większy obowiązek wyeksponowania ich - zobowiązuje nas do tego ich żarliwy wkład pracy dla regionu i ludu, wśród którego żyli. Uczcijmy ich pamięć w naszych wędrówkach. Region Śląska Opolskiego nie jest aż tak mało atrakcyjny dla krajoznawcy, jakby się na pierwszy rzut oka wydawało. Co prawda, przyroda nie obdarzyła go tak obficie jak sąsiednie, ale za to historia, a szczególnie położenie geopolityczne na styku największych mocarstw środkowej Europy - pozostawiło dla patrzącego szeroko otwartymi oczyma turysty - smakosza niewyczerpane źródła strawy duchowej.
Leon Korc (Opole)
I ŚLĄSKIE SYMPOZJUM KRAJOZNAWCÓW - 1977
LITERATURA
(wybrane pozycje) • Knoz Vladimir, "Jeseniki". Praha 1975 r. • Korc Leon, "Opolanin, Doktor Jerzy Filip Mogalla (1766-1831) - zasłużony organizator śląskiej służby zdrowia". Wiadomości Lekarskie, 1973, XXVI, 20. • Korc Leon, "Zdroje na terenie Śląska Opolskiego w XIX w.". Kwartalnik Opolski, 1974 r., 2. • Korc Leon, "Pierwsza epidemia cholery w Polsce". Wiadomości Lekarskie, 1971, XXVII, nr 6. • Korc Leon, "Propagowanie higieny w języku polskim na ziemiach polskich pod władzą pruską podczas epidemii cholery w 1831 roku". Zdrowie Publiczne, 1973, t. 84, nr 1. • Korc Leon, "Desinfekce penez ve Slezsku v dobe prvni epidemia cholery w latach 1831-1832". Slezski Numizmatik, 1971, 8-12. • Láznę Jesennik, "Priessnitzův Graefenberk". Ołomuniec, 1958. • Niederle Lubor, "Slovanski Svet". Praha, 1910. • Schweinburg Ludwik, "Sanatorium Zuckmanel na Szlązku Austryackim" (prospekt leczniczy wydany przed I wojną światową).
2004-04-02

 

 

 

 

W połowie XIX wieku zaczęły powstawać w mieście kapitalistyczne zakłady przemysłowe: fabryka cygar (1851), dwie cegielnie - miejska (1854) i prywatna (1859), fabryka szali, dywanów i koców (1859), fabryka wyrobów dziewiarskich (1861) oraz fabryka zapałek.

 

 

praca w Szwecji...
Imprezy...
Nice site!...
szukam kawalerki do wynajecia ...
monety 2zł. GN...
Wojewódzki protest przeciwko w...
Galeria foto-glucholazy.pl...
Usługi pocztowo-kurierskie 791...
kupie mieszkanie w glucholazac...

 

 

Wpisz Twój e-mail:


Wpisz e-mail znajomego:



 

 

Thailand Travel Tours
Thailand Pictures
Thailand Hotels

 

 


Uzdrowisko Bad Ziegenhals

 

 

Liczba odwiedzin:
81413
Dzisiaj:
2
Gości on-line:
1
Na chacie:

 

 


Jeśli chcesz być powiadamiany o nowościach wpisz swój adres email





(c) 2004 glucholazy.info | www.seoteka.pl | Nieruchomości | bilety lotnicze | www.aleja.nieruchomosci.pl | www.firma.nieruchomosci.pl | mapa serwisu Historia Zabytki Artykuły Galeria Katalog www e-kartki CHAT Forum Księga Gości kamera Plan miasta dmoz linki a1 a2 a3 a4 a5 a6 a7 a8 a9 a10

Warning: Unknown: Your script possibly relies on a session side-effect which existed until PHP 4.2.3. Please be advised that the session extension does not consider global variables as a source of data, unless register_globals is enabled. You can disable this functionality and this warning by setting session.bug_compat_42 or session.bug_compat_warn to off, respectively. in Unknown on line 0