ks. Ginter Żmuda
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Ks. Ludwig Skowronek i jego związek z dzisiejszymOśrodkiem Caritas Diecezji Opolskiej W 1882 roku August Pietsch w ówczesnym Bad Ziegenhals zbudował obiekt w szwajcarskim stylu z kamienia i drewna o przeznaczeniu sanatoryjnym. Całe sanatorium prowadziła rodzinna spółka Pietschów. Jednak po śmierci Augusta Pietscha właścicielką całej posiadłości została jego córka, której mąż, niejaki Kober był dyrektorem szkoły we Wrocławiu. Początkowo, przede wszystkim w okresie letnim pani Kober osobiście zajmowała się sanatorium w Ziegenhals. Wkrótce po namowach przedsiębiorczej żony Kober zostawił posadę we Wrocławiu i przeprowadził się z rodziną do Ziegenhals gdzie został rektorem seminarium nauczycielskiego. Tutaj wraz z żoną nazywaną "Frau Rektor Kober" wszelkimi możliwymi środkami starali się rozwinąć sanatorium Ferdinadsbad. Ponieważ na skutek dużej ilości gości budynek sanatoryjny okazał się za mały w 1899 roku zbudowano nowy budynek, który następnie nazwano "Gartenhaus".
W latach 1901 i 1902 powiększono budynek główny o nową część, wtedy też założono w obiekcie całe wyposażenie służące wodnym terapiom [1]. Pierwszym ordynatorem tego sanatorium został dr Florian, lekarz terapii zimnowodnej, zwany też "duszą uzdrowiska". Ponadto dr Florian tworzył wiersze i kwieciste przemowy sławiące piękno miasta zdrojowego. Drugą ważną i znaną tu osobą był dr Hahn, pierwszy lekarz uzdrowiska [2]. Podstawowa metoda kuracji stosowana w Ferdinansbad nawiązywała do sposobów leczenia opracowanych przez ks. Sebastiana Kneippa. Dr Florian będąc uczniem Kneippa stosował zabiegi wodne dostosowując dawki i rodzaje do potrzeb kuracjuszy. Zalecał także ruch na świeżym powietrzu, dietę bogatą w jarzyny i noszenie lnianej bielizny. Polewania wodą zalecane były do hartowania organizmu, w przewlekłych chorobach, nieżytach dróg oddechowych, żylakach kończyn i przy różnego rodzaju osłabieniach organizmu. Ciekawą i skuteczną metodą było zawijanie ciała w prześcieradła i polewanie wodą z odpowiednimi komponentami. Stosując taką metodę pobudzało się czynności skóry, co regulowało gospodarkę cieplną organizmu, poprawiało krążenie krwi i układ nerwowy. Dzięki tym zabiegom zwiększało się wydzielanie przez skórę odpadowych produktów przemiany materii i toksyn, których nadmiar powoduje choroba. Tak leczono wówczas choroby reumatyczne, zapalenie naczyń, węzłów chłonnych, płuc oskrzeli, jelit oraz inne liczne dolegliwości. Na skutki urazów, obrzęki, przekrwienia, różne stłuczenia i skręcenia stosowano okłady (chłodzące, wysychające itp.). Najłagodniejszymi zabiegami wodoleczniczymi były obmywania i nacierania chorych miejsc ciała. Do wszystkich tych zabiegów stosowano wodę z różnymi domieszkami borowin, wywarów z igliwia sosnowego, miazgę drzewną w postaci szlamu, który u sprowadzano z pobliskiej papierni. Ów szlam pozyskiwano z wysokogórskiego świerku, podczas szlifowania w temperaturze dochodzącej do 60 stopni Celsjusza. Zabieg ten powodował oczyszczenie drzewa i uzyskanie wspaniałego aromatu. Stosowano też inne kąpiele w ziołach, wywarach z owsianej słomy, siana, świerkowych gałązek, w piasku i na rozgrzanych kamieniach [3].
Bazując na naturalnych metodach leczenia opracowanych przez Kneippa w Ferdinansbad kuracjuszom proponowano chodzenie boso po rosie i po śniegu, brodzenie po wodzie, co poprawiało stan zdrowia osób cierpiących na choroby układu moczowego, żylaki i zapalenia żył, skłonności do drgawek. Pojawiły się też nowości lecznicze, do których można zaliczyć: kąpiele galwaniczne, elektrowstrząsy, okłady z lodu i kąpiele z "bąbelkami". Korzystne położenie kurortu Ferdinansbad sprzyjało również leżakowaniu na werandzie lub ogrodzie, wędrówkom górskim oraz terapii zajęciowej w ogrodzie, domu i warsztatach gospodarczych [4].
Początkiem końca kurortu w Głuchołazach stał się rok 1903, w styczniu zmarła wpływowa i popularna wśród kuracjuszy uzdrowiska pani Kober a w kwietniu tego roku także zmarł dr Florian. Powyższe wydarzenia miały duży wpływ na dalsze losy Ferdinansbad. Reszty dopełniła straszna w skutkach powódź, która rozpoczęła się w nocy z 6 na 7 lipca.
Według relacji świadków niewyobrażalne oberwanie chmury spowodowało raptowne wylanie z brzegów rzeki Białej. Woda doszła do prawie dwóch i pół metra wysokości tak, że w budynkach sięgała prawie parteru. W efekcie w wielkim popłochu Ferdinandsbad opuściło ok. 120 gości. Po tych wydarzeniach całe miasto w bardzo szybkim tempie opustoszało a kuracjusze i turyści nie kwapili się już do powrotu bądź przybywania do zrujnowanych powodzią sanatoriów i pensjonatów.
Odtąd Ferdinandsbad już tylko wegetował. Zadłużenie sanatorium sięgnęło kwoty 300 000 Marek. Próbowano odzyskać popularność zakładu, ale ani niejaki dr Harbolla nie zastąpił zmarłego dr Floriana ani niedoświadczone córki nie zastąpiły tym bardziej Frau Kober. Nowy obcy personel nie dawał szans dalszego rozkwitu. Uzdrowisko Ferdinansbad upadło zupełnie. Aby spłacić odsetki zaciągniętych kredytów zastawiono w hipotekę całą posesję wycenioną na prawie 300.000 marek. Dotychczasowy właściciel musiał wszystko zostawić i bez środków do życia 7 marca 1913 roku opuścić Ferdinandsbad. Pełnomocnikiem Miejskiej Kasy Oszczędności będącej teraz właścicielem hipotetycznym sanatorium Ferdinandsbad został niejaki kupiec Rosenberger.
Dalsze losy omawianego domu związane są z postacią ks. Ludwika Skowronka. Ks. Skowronek ur. się w Czuchowie k. Rybnika 6 grudnia 1859r. Jako bardzo zdolny uczeń dał się poznać już w gliwickim Gimnazjum. Najpierw zanim postanowił zostać duchownym rozpoczął studia prawnicze na uniwersytecie wrocławskim a nieco później studia teologiczne, które w latach 1883 i 1884 kontynuował w Ratyzbonie. Tylko ostatnie tygodnie alumnatu przed święceniami spędził w seminarium wrocławskim, gdzie przyjął święcenia kapłańskie w 1884 r. Pierwszą placówką wikariuszowską była parafia w Starym Bieruniu, następnie w 1887 r. został mianowany wikariuszem w Bogucicach gdzie po roku w następstwie śmierci proboszcza Juliusza Brondera zostaje mianowany administratorem. Parafia posiadała mały drewniany kościółek, więc staraniem nowego proboszcza było wybudowanie nowego Domu Bożego. W 1894 r. poświęcono zbudowany przez ks. Skowronka kościół w miejscowej parafii.
Swój wkład budowniczy włożył również w powstanie kościołów w Załężu i Małej Dąbrówce oraz w budowę franciszkańskiego klasztoru w Panewnikach. W miejscowości Zawodzie ks. Skowronek zakupił teren pod budowę nowej świątyni i doprowadził do powstania dwóch cmentarzy. Ponadto zajmował się także działalnością charytatywną, a do dwóch parafii w Załężu i Dąbrówce Małej sprowadził siostry Jadwiżanki, które założyły w Załężu zakład p.w. św. Jadwigi. [5]
W trosce o rozwój intelektualny swoich dwujęzycznych parafian założył parafialną bibliotekę a za to, że znalazły się w niej książki w j. niemieckim obwołany został przez miejscową prasę germanizatorem, było to w 1922 roku. Sam ks. Skowronek tłumaczył, że nie jest ani "germanizatorem ani polonizatorem tylko katolickim duszpasterzem, który musi być w jednakowo sprawiedliwy dla polsko i niemieckojęzycznych parafian i nie wywierać nacisku ani w jedną ani w drugą stronę." Dla większego pożytku liturgicznego ks. Skowronek zredagował w 1902 roku książeczkę do nabożeństwa "Droga do Nieba" wydaną w 1903r. zgodnie z miejscową potrzebą duszpasterską w j. polskim i niemieckim. Na podstawie prasy katolickiej (Posłaniec Niedzielny numer z dnia 7.12.1902r.) wiemy, że ks. Ludwik Skowronek Proboszcz w Bogucicach napisał książeczkę do nabożeństwa i że w styczniu 1903 r. zostanie ona opublikowana. Ponadto księga ogłoszeń Parafii św. Szczepana w Bogucicach z niedzieli 11.01.1903 r. zawiera informację, w której ks. Skowronek informuje wiernych, że książeczka do nabożeństwa wydana w 11000 egzemplarzach będzie rozprowadzana wśród wiernych od następnej niedzieli czyli 25.01.1903 r [6]. Książeczka ta zawierając wiele odniesień do Pisma św. posiadała dużą wartość teologiczną. Poświęcając zaś dużo miejsca Sakramentom i strukturze Mszy św. przybliżała w prosty sposób liturgię, co powodowało niewątpliwy wzrost pobożności [7].
Historia szkoły i klasztoru sióstr Urszulanek w dzisiejszym ośrodku Caritas Diecezji Opolskiej w Głuchołazach swój początek posiada w splocie różnych zdarzeń z życia rodzeństwa Skowronków (dwie siostry a niektóre źródła mówią o trzeciej i trzech braci tj. s. Augustyna Skowronek, s. Ludwika Skowronek, ewentualnie owa trzecia siostra oraz prawnicy Heinrich i Wiktor Skowronek i ks. Prałat Ludwik Skowronek).
Siostry Skowronek należały do Zgromadzenia ss. Urszulanek w Świdnicy. Historia związana z rolą ks. L. Skowronka w głuchołaskim sanatorium rozpoczęła się kiedy to w 1918 roku w Domu Macierzystym ss. Urszulanek w Świdnicy zachorowała siostra Augustyna Skowronek na ciężkie zapalenie opon mózgowych. Po niemal cudownym zatrzymaniu się choroby lekarz zalecił chorej kurację wodną w celu poprawy stanu zdrowia. Przełożona a zarazem rodzona siostra chorej s. Augustyny, s. Ludwika Skowronek nawiązała kontakt z siostrami Boromeuszkami, które w Głuchołazach prowadziły zakład leczniczy p.w. św. Józefa i tam skierowała swoją chorą siostrę na rekonwalescencję.
W tym samym czasie Siostry Urszulanki w swoim macierzystym Domu w Świdnicy prowadziły szkołę dla dziewcząt, a ponieważ ilość zgłoszeń przekraczała możliwości lokalowe w Świdnicy, rozpoczęto poszukiwania nowego miejsca na prowadzenie kolejnej szkoły.
Wytypowano dwa miejsca: w Domaszowicach (dolnośląskie) bądź na Opolszczyźnie w Nysie w miejscu dotychczasowego liceum św. Jadwigi. Pierwsza lokalizacja nie bardzo spełniała oczekiwań ze względu na niewielką powierzchnię, natomiast ówczesny burmistrz Nysy Herr Franke uznał propozycję urszulanek za mało interesującą [8].
We wrześniu 1918 roku Siostra Ludwika Skowronek odwiedziła przebywającą w Głuchołazach swoją rodzoną siostrę Augustynę. Tutaj też doszło do rodzinnego spotkania obydwu sióstr ze swym bratem ks. Ludwikiem Skowronkiem. On to poradził właśnie siostrom podczas tego pobytu, aby na potrzeby swego zakonu nabyły jeden z opuszczonych po wojnie sanatoriów w tutejszym mieście. Po wstępnych oględzinach wybór padł na przeżywający aktualnie poważny kryzys kurort Ferdinadsbad. Wkrótce w celu zakupienia tej nieruchomości nawiązano kontakt z tutejszym Burmistrzem - dr Kernem, który bardzo życzliwie odniósł się do projektu założenia klasztoru ss. Urszulanek w Głuchołazach i uruchomieniu tu szkoły. Jednak ze względu na aktualną sytuację polityczną Śląska nabycie nieruchomości przez zgromadzenie zakonne okazało się dość skomplikowane. Pomocny okazał się wtedy kolejny brat sióstr Skowronek - adwokat dr Heinrich Skowronek.
To właśnie H. Skowronek w listopadzie 1918 roku sformalizował zakup dla Zgromadzenia Sióstr Urszulanek dawnego domu sanatoryjnego "Ferdinandsbad".
Zachowana kronika klasztoru ss. Urszulanek w Głuchołazach pełna jest też słów uznania dla ks. L. Skowronka, który i tutaj dał się poznać jako wielki fundator [9]. Najpierw wsparł inicjatywę nabycia przez siostry nieruchomości kwotą 30 000 Marek. Rekompensatą była rezerwacja dla potrzeb ks. Skowronka i jego rodzeństwa pomieszczeń na I piętrze budynku ogrodowego.
Poza tym brat ks. Ludwika - Henryk Skowronek wyraził chęć prowadzenia spraw majątkowych w imieniu Sióstr Urszulanek aż do spokojniejszych czasów, co w praktyce okazało się aż do 1925 roku.
3 Maja 1925 roku rozpoczęto załatwianie spraw notarialnych a 8 marca 1927 roku własność sióstr zapisano w księgach wieczystych w ówczesnym Ziegenhals przy Waldhofstr. 68. Wartość całej nieruchomości oszacowano wówczas na 30 000 marek [10].
Z początkiem 1919 roku 15 lutego siostry zwróciły się do Kardynała Adolfa Bertrama o akceptację planów związanych z założeniem placówki w Głuchołazach i natychmiast, bo 20 lutego otrzymały stosownie biskupie zezwolenie.
25 marca 1919 roku siostra Ludwika Skowronek została pierwszą Przełożoną w nowej placówce i wprowadziła do nowej posiadłości s. Salezję Exner, która została Prefektem nowego domu oraz s. Józefę Tschöppe. Dawny Ferdinandsbad poświęcono Matce Bożej i nadano mu nazwę "Marienfried" - Maryja Pokoju.
Przejęta przez siostry urszulanki posiadłość obejmowała:
- Główny dom z ogrodem,
- Wyposażenie pomieszczeń przeznaczonych do kuracji wodnej,
- Budynek ogrodowy,
- Budynek gospodarczy z mieszkaniem dla palacza,
- Ogród warzywno-owocowy po drugiej stronie ulicy.
1 Maja 1919 r. rozpoczęto pierwszy rok szkolny dla 44 dziewcząt. W uroczystość N.S.P.J. poświęcono cały zakład Sercu Jezusowemu. W 1920 r. było już w nowej klasztornej szkole w Głuchołazach 107 uczennic. 2 Maja tego roku przybył do Głuchołaz Ks. Kard. A. Bertram, aby w kościele parafialnym udzielić sakramentu bierzmowania i wieczorem tego samego dnia ks. Kardynał odwiedził Szkołę Gospodarstwa Domowego [11]. Wielkim nakładem finansowym powiększono sale wykładowe i unowocześniono kuchnię i inne pomieszczenia. W roku 1921 wiele dziewczyn z Górnego Śląska wyjechało na plebiscyt a w czasie III Powstania Śląskiego zakwaterowano tutaj w pokojach uciekinierów z ogarniętego rozruchami terenu. Po tych wydarzeniach zmniejszyła się liczba uczennic i po raz pierwszy od wielu lat zaczęto ponownie przyjmować gości sanatoryjnych i kuracjuszy do pustych pokoi szkolnych.
8 Grudnia tego roku zawieszono zakupiony w Czechosłowacji nowy dzwon i nazwano go Regina Pacis.
Od roku 1922 ks. Ludwik Skowronek postanowił swoje dalsze lata życia związać z Głuchołazami i Domem ss. Urszulanek. Ten śląski kapłan swoją postawą duszpasterza, budowniczego, gospodarza i twórcy książeczki Droga do Nieba, słusznie zasłużył sobie na miano "Wielkiego Magnata" Kościoła Śląskiego. Przez miejscowych zaś duszpasterzy z pewnym przekąsem nazywany był "Ludvicus Rex".
W 1922 roku wskutek starganych nerwów i choroby gardła lekarz zaleca ks. Skowronkowi natychmiastowy odpoczynek i leczenie. 8 Października tego roku ks. Prałat przeniósł się do Głuchołaz gdzie pozostał do śmierci. Również w 1922 roku zostało notarialnie zapisane prawo do korzystania z bezpłatnego mieszkania w klasztorze na I piętrze od strony drogi, wyżywienia, oświetlenia i ogrzewania. Zaznaczono także, że dla unieważnienia powyższych zapisów wystarczy pisemne powiadomienie o śmierci ks. Skowronka. Mimo tych korzystnych zapisów ks. Skowronek mieszkając w domu klasztornym korzystał jedynie ze śniadania, za które i tak płacił siostrze Prefekcie miesięcznie 100 marek.
Ponadto przebywając od 1922 do 1934 roku w Głuchołazach ofiarował dla klasztoru i urszulańskiej szkoły m.in. obrazy: "Uczniowie z Emaus", "św. Elżbieta", "Maryja Królowa Pokoju", który namalował Katowicki malarz niejaki Kowalewski a który umieszczono w sali jadalnej naprzeciw głównego wejścia. Ponadto także obraz św. Józefa a także rzeźby św. Rotburgi i św. Alojzego. Ofiarowane także zostały przez Niego dwa trzyramienne srebrne lichtarze i kielich mszalny.
Ks. Skowronek zagospodarował również budynek gospodarczy hodując w nim kozy, kaczki i inny inwentarz. Przez kolejne lata ks. Prałat pomagał siostrom służąc doświadczeniem i organizatorskimi umiejętnościami w prowadzeniu szkoły i całego klasztornego gospodarstwa. Poważnie zachorował w kwietniu 1930 roku. Zmarł 10 Maja 1934 roku o godz. 13.30 po przyjęciu sakramentu chorych w otoczeniu swoich rodzonych sióstr. 7 Lipca 1934 r. ks. Prałat Skowronek miał obchodzić złoty jubileusz kapłaństwa, zabrakło zaledwie dwóch miesięcy.
Pogrzeb Ks. Prałata i Radcy Duchownego Ludwika Skowronka odbył się na miejscowym cmentarzu 14 Maja. Na pogrzeb pragnęło przyjechać wielu kapłanów z polski, ale ok. 40 z nich nie otrzymało paszportu. W Górnośląskiej prasie zarówno polsko jak i niemieckojęzycznej ukazały się liczne nekrologii informujące o śmierci Ks. Skowronka w Głuchołazach [12].
W latach pobytu ks. L. Skowronka w Głuchołazach ciekawą inicjatywą było założenie w 1928 r. pewnie z pomocą ks. Skowronka szkolnego radia i zaprenumerowanie 7 czasopism.
Walory klimatyczne miejsca oraz usytuowanie szkoły nad rzeką, w cieniu góry wśród pięknie utrzymanych rabatów i skwerów sprawiało, że szkoła sióstr Urszulanek zapewne stała się także oazą dla osób poszukujących ciszy i spokoju. Dla wielu też dziewcząt szkoła ta była też zwykłym oknem na świat. Według relacji żyjących jeszcze byłych uczennic tejże szkoły, pochodzące ze śląskich rodzin uczennice nieraz po raz pierwszy znalazły się poza domem a nauka oraz kształtowanie własnej osobowości urszulańskimi metodami stanowiły prawdziwe życiowe wyzwanie.
Opowiada Agnes Prodlik urodzona w 1922 r. mieszkanka Starych Siołkowic:
Ja i moja koleżanka Gertruda Młynek jako osiemnastoletnie dziewczyny dostałyśmy się do tej szkoły w 1940 roku. O szkole sióstr urszulanek w Głuchołazach wiedziano raczej na Opolszczyźnie, więc rodzice w trosce o dobre wykształcenie postanowili wysłać nas do tej klasztornej szkoły. Po przybyciu do Głuchołaz otrzymałyśmy czteroosobowy pokój na drugim piętrze z oknem na rzekę. Pierwsze noce były koszmarne ze względu na dochodzący z pobliskiego wodospadu huk wody. Siostry prowadzące szkołę a było ich dziesięć roztaczały nad nami bardzo intensywną opiekę.
Program dnia był następujący:
6.30 - Pobudka i mycie
7.00 - Msza św.
7.30 - Śniadanie
8.00 - Lekcje
12.00 - Obiad i zajęcia typu prace ręczne
16.00 - Podwieczorek
Wyjście na miasto, zajęcia własne
19.00 - Kolacja
Wspólne czytanie, śpiewy, zabawy
W każdą sobotę odbywały się zajęcia praktyczne dotyczące zachowania się w różnych sytuacjach oraz nauka tańca. Dużą wagę siostry przywiązywały do wychowania muzycznego. Na parterze w każdym pokoju znajdowało się pianino, na którym bez przerwy ktoś ćwiczył. Nauka zawodu koncentrowała się głównie na praktycznych zajęciach w poszczególnych pracowniach, których było kilka m.in. pracownia szycia, plisowania, prasowania ponadto pralnia, piekarnia i kuchnia, a także pracownia malarstwa, warsztat i ogród. Ważnym miejsce towarzyskich spotkań był taras przy jadalni, na którym co bardziej uzdolnione uczennice dawały muzyczne koncerty chętnie zresztą słuchane przez gości i turystów.
Z początkiem lat 30-tych kryzys gospodarczy dał się we znaki także szkole i zakładowi sióstr, zmniejszyła się liczba uczennic i kuracjuszy a siostry prowadziły typową w takich sytuacjach działalność charytatywną udzielając pomocy okolicznym mieszkańcom i klerykom przyjeżdżającym na wakacje. Wraz z dojściem Hitlera do władzy rozpoczęły się trudności w kontynuowaniu zakonnej działalności. 12 lipca 1941 roku o godz. 9.30 pojawiło się 5 mężczyzn najprawdopodobniej z gestapo, którzy oświadczyli ze od tej chwili zakład sióstr urszulanek zostaje rozwiązany. Wszystkim polecono opuścić klasztor, skutkiem czego był wyjazd kilkunastu sióstr do Świdnicy, następnie gestapo przeszukało cały dom i dano pozostałym siostrom możliwość pozostania na miejscu pod warunkiem dyspozycyjności dla Wehrmachtu. Następnie pod nadzorem gestapo przygotowano pomieszczenia dla potrzeb utworzonego tutaj wojskowego szpitala. 30 uczennic zwolniono, kuracjuszy wypędzono a 12 sióstr musiało się przenieść do drugiego budynku, czyli domu ogrodowego. Prawdopodobnie siostry, które zostały jako pielęgniarki zakwaterowano w budynku szkoły na III piętrze. W sumie od 1941 roku pozostało w Głuchołazach 25 sióstr, reszta zaś rozjechała się do domów. Za zezwoleniem ks. Kard. Bertrama siostry mogły złożyć habity, musiały odtąd nosić rodzone imiona i zwolniono je z klauzury i wspólnego życia [13]. Dodatkowo zobowiązano siostry do zachowania milczenia. Każdą z sióstr wyposażono w kwotę 300 marek, co miało pomóc w zakupieniu cywilnych ubrań. 26 lipca oddano dom szkolny wojsku, który wkrótce zapełnił się 160 rannymi żołnierzami, których przyjmowała do szpitala dawna siostra zakonna Berchmana Donder. W lutym 1945 roku personel szpitala został ewakuowany do Drezna wskutek zbliżającego się frontu. Na czele z s. Berchmaną pozostały w Głuchołazach cztery niemieckie siostry by zaopiekować się całym obiektem. Z listów ss. Urszulanek opisujących owe czasy można znaleźć zapiski świadczące o wielkiej determinacji pozostawionych samym sobie niemieckim siostrom na polskich ziemiach odzyskanych. W tym czasie władza w Polsce ograniczyła siostrom prawo dysponowania własnością mienia należącego do Zgromadzenia. Siostrom wydzielono kilka pomieszczeń na klauzurę i pokoje klasztorne w mniejszym budynku a budynek szkolny przejęło Państwo. Kilkakrotnie pod klasztor podjeżdżały ciężarówki mające "pomóc siostrom w przeprowadzce", co raczej nazwać należy co rusz ponawianą próbą deportacji. Po ustaniu działań wojennych do 1950 roku obiekt opanowała formacja pod nazwą "Służba Polsce". W latach 1950-1951 wyremontowano budynek główny na koszt państwa i 09.10.1952 r. decyzją Miejskiej Rady Narodowej w Głuchołazach przekazano warszawskiej Centrali Rolniczych Spółdzielni "Samopomoc Chłopska". Odtąd na określenie dzisiejszego ośrodka Caritas w świadomości mieszkańców Głuchołaz funkcjonuje do dziś nazwa "Ceres" od skrótu C.R.S.
Jako ośrodek szkoleniowy dla potrzeb państwowych Spółdzielni i Kółek Rolniczych "Ceres" przetrwał prawie 40 lat do 1990 roku. Organizowano w nim następujące kursy:
. Głównych księgowych GS-ów.
. Pracowników finansowych GS.
. Inwentaryzatorów GS.
. Organizatorów obsługi rolnej
. Kandydatów na księgowych kółek Rolniczych
. Wykwalifikowanych piekarzy
. Mistrzów piekarskich
. Kierowników piekarń
. Czeladników piekarskich
. Instruktorów i inspektorów B.H.P. [14]
Od 1 września 1990 r. obiekt ten został wydzierżawiony przez Katowicki Urząd Miejski. Przez następne 5 lat w tym malowniczym zakątku Głuchołaz istniał Dom Wczasów Dziecięcych "Zielona Szkoła" [15]. Z dokumentów wynika, że jedynie przez dwa pierwsze lata ośrodek był w pełni wykorzystany potem było coraz gorzej. Coraz mniejsza dotacja katowickiego kuratorium oświaty do kolonii i zielonych szkół oraz coraz powszechniejsza moda na wypoczynek w bardziej atrakcyjnych miejscach doprowadziły do likwidacji katowickiego ośrodka. Zainteresowanie przejęciem obiektów wyraziła wstępnie spółka "Zawitaj" z Tarnowskich Gór [16]. W połowie 1995r, kiedy to zakończyła działalność "Zielona Szkoła" aktywnym użytkownikiem obiektów stała się Caritas Diecezji Katowickiej organizująca tutaj kolonie i ferie dla dzieci. Ośrodkiem wówczas zarządzała s. Edyta Kieronim, która także przyjmowała różne grupy wycieczkowe, rekolekcyjne oraz indywidualnych wczasowiczów w budynku dawnej szkoły, co pozwoliło na bieżące utrzymanie personelu i budynków.
I tak nadszedł rok 1997, jak się okazało przełomowy dla najnowszej historii ośrodka. Tak jak przed 94 laty - 6 lipca, w nocy olbrzymia fala wody spowodowała katastrofalną powódź, która doprowadziła klasztor i szkołę sióstr do olbrzymiego zniszczenia. Tym wydarzeniem kończy się ponad 80 letni okres urszulański tego domu.
Przedstawione wyżej dzieje ośrodka wskazują na bogatą działalność wychowawczą prowadzoną przez siostry Urszulanki. Przyczyną sprawczą tych przedsięwzięć był zasłużony dla Górnego Śląska bogucicki proboszcz ks. Ludwik Skowronek (1859-1934), autor bardzo popularnego modlitewnika "Droga do Nieba." Należy wspomnieć, że Siostry Urszulanki w różnych sytuacjach, także w latach powojennych usiłowały zachować obiekt jako swoją własność, mimo pozbawienia ich możliwości prowadzenia szkoły. W czasach komunistycznych skutecznie zaś obroniły się przed wysiedleniem.
W ośrodku zawsze prowadzono działalność szkoleniowo- wypoczynkową, choć jednak nie zawsze pod zarządem sióstr. Powstałe wskutek powodzi w 1997 roku zniszczenia okazały się tak wielkie, że Zgromadzenie Sióstr Urszulanek postanowiło przekazać przeznaczone do po powodziowego remontu obiekty Caritas Diecezji Opolskiej.
Aktualnie ośrodek służąc diecezji opolskiej funkcjonuje jako centrum formacyjne, rehabilitacyjne i wypoczynkowe.
ks. Ginter Żmuda 2004-03-31 |
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||