autor: Paweł Szymkowicz i Cyprian Szczęsny
|
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
Pomniki czterech wojen Otwarcie nowego przejścia granicznego Trzebina – Bartultovice, jest okazją do poznania tej, leżącej tak blisko Głuchołaz, bardzo ciekawej krainy. Czesi nazywają ją potocznie „osoblahsky výběžek„, czyli „cypel osobłodzki„. Chcąc dokładnie umiejscowić go na mapie wystarczy przystawić linijkę od Kopy Biskupiej do Mesta Albrechtice. Tereny na północny-wschód to właśnie wspomniany cypel, wyraźnie wrzynający się w polskie terytorium – między Prudnik i Głubczyce. Na początek jednak, w ramach rekonesansu, przejedźmy się może jedynie wzdłuż granicy, skręcając w Zlatych Horach na Jindřichov ve Slezsku.
Na teren cypla osobłodzkiego wjedziemy już za przełęczą Petrove Boudy. Chociaż cała dolina wijącej się wzdłuż drogi Osobłogi zachęca do zwiedzenia, a po drodze miniemy wiele interesujących miejsc, jak chociażby grób Franza Rudolfa – właściciela pierwszego schroniska na Kopie Biskupiej czy też renesansowy zamek w Jindřichovie, dzisiejszy felieton chciałbym poświęcić innym ciekawostkom historycznym. Jadąc do Bartultovic będziemy bowiem mogli obejrzeć cztery pomniki upamiętniające cztery wojny jakie bądź przetoczyły się przez te ziemie, bądź jej mieszkańcy wzięli w nich jedynie udział.
Na pierwszy z nich trafimy w Janovie. Znajduje się tuż przy drodze, po lewej stronie jadąc w kierunku Bartultovic. Upamiętnia mieszkańców, tego dawnego górniczego miasteczka, którzy polegli w pierwszej wojnie światowej. Wszyscy służyli w armii austro-węgierskiej, gdyż Czechy jak wiadomo do 28 października 1918 r. wchodziły w skład monarchii Habsburgów. Dodatkowo, pomimo tego, że cypel osobłodzki uważany był w przeszłości za morawską enklawę na Śląsku, to niemal w całości zamieszkiwali go Niemcy Sudeccy.
Drugi pomnik znajduje się w Jindřichovie ve Slezsku. Jest to pamiątkowa tablica poświęcona ofiarom II wojny światowej. Gwiazda i pepesza dokładnie wskazują nam kiedy pomnik został odsłonięty. Zacięte walki jakie w połowie marca 1945 r. miały miejsce na ziemi prudnickiej, dosięgły również północnych rejonów cypla osobłodzkiego, chociaż dalej Rosjanie wkroczyli dopiero po kapitulacji III Rzeszy. Stało się tak zapewne dzięki zniszczeniu mostów na rzekach Prudnik i Osobłodze. Dotyczy to również Jindřichova. Po wykrwawieniu się w walkach o Prudnik i Racławice Śl., 19 marca resztki walczącej tam niemieckiej 344 Dywizji Piechoty i 20 Estońskiej Dywizji Piechoty SS, skoncentrowały się na wschód od Bartultovic, na odcinku do Jindřichova. Dzięki temu oddziały te mogły się przegrupować i uzupełnić uzbrojenie, gdyż cały ciężki sprzęt, głownie armaty i działa szturmowe, pozostawiono przy przeprawach przez rzeki. Dodatkowo dzięki temu przegrupowaniu, w rękach niemieckich pozostawała, choć nie na długo, linia kolejowa do Głuchołaz. Najprawdopodobniej właśnie podczas tych walk zostało spalone schronisko, które stało wcześniej na Vysokiej. Okopujących się żołnierzy odwiedził dowódca Grupy Armii „Środek„ gen. płk. F. Schörner. 22 marca oddziały kpt. J. Ledera zajęły położone na południowy – wschód od Moszczanki wzgórze Kraska. Ukształtowana w ten sposób linia frontu, utrzymała się w tym rejonie do końca wojny.
Pozostałe dwa wojenne pomniki znajdują się już w Bartultovicach. We wsi znajdowały się dawniej trzy krzyże pokutne. Pierwszy stał nad brzegiem starego stawu, jednak przy jego zasypywaniu zakopano również krzyż. Drugi krzyż stoi dzisiaj przy drodze do przejścia granicznego, tuż za pobliskim mostkiem. Upamiętnia on szwedzkiego oficera, który został tu zabity podczas wojny trzydziestoletniej. Po względnie spokojnym wieku XVI, pierwsza połowa XVII wieku to przede wszystkim okres wojny rozpoczętej w Pradze w 1619 r., a zakończonej pokojem westfalskim w roku 1648. Jeszcze nigdy do tej pory walczące wojska, i to obu stron, nie dokonywały takich spustoszeń. Dotyczyło to nawet terenów, na których nie prowadzono większych działań wojennych. Tam wystarczyły tylko przemarsze wojsk. W rejonie Osobłogi najbardziej doświadczono tego w sierpniu 1634 r., kiedy przeszła tędy 14-to tysięczna armia Wallensteina, która akurat wycofywała się z terenu Saksonii na Węgry. Krzyż ma rozmiary: 93 x 70 x 30 cm, jego górna część jest ułamana z lewej strony. Trudno dzisiaj dociec co było powodem morderstwa - obrona grabionego przez szwedzkich żołdaków majątku, czy też była to zbrodnia na tle rabunkowym. Bardziej prawdopodobna wydaje się druga wersja, ale obrony przed wrogiem oczywiście nie można wykluczyć.
Wśród wielu innych sankcji stawianych mordercy niezwykle ważnym był właśnie obowiązek wykonania i postawienia krzyża określonych rozmiarów na miejscu zbrodni w obecności wdów i sierot przy udziale przedstawicieli Kościoła i miejscowej administracji. Wówczas to dochodziło do porozumienia mordercy z rodziną ofiary, a zobowiązania winowajcy wpisywano do ksiąg. Z tego też powodu, obecnie krzyże pokutne nazywane są krzyżami pojednania. Oprócz wystawienia takiego krzyża złoczyńca musiał świadczyć na rzecz: rodziny ofiary – utrzymanie sierot, dla Kościoła – zamówienie odpowiedniej liczby mszy i np. kupno wosku czy odbycie pielgrzymki do miejsc świętych, dla sądu – tu sankcja jest chyba najciekawsza, mianowicie zbrodniarz musiał opłacić piwo i posiłki dla sędziego i jego pomocników, natomiast miejscowej biedocie musiał np. opłacić kąpiel w łaźni. Krzyż bartultovicki pozbawiony jest jakichkolwiek dodatkowych rytów. Na większości pozostałych zaznaczano bowiem narzędzie zbrodni. Krzyże pokutne rozsiane są po całej zachodniej Europie, a Górny Śląsk leży na wschodniej granicy ich zasięgu.
Trzeci krzyż nie jest natomiast typowym krzyżem pokutnym. Pierwotnie stał w szczerym polu, a później przeniesiono go do centrum wsi i postawiono przy rzeźbie św. Floriana. Jest pamiątką wojny siedmioletniej. Ma przypominać nam postać zmarłego w Bartultovicach służącego w armii austriackiej węgierskiego oficera. Na specjalnej tablicy, brat zmarłego wyrył łaciński tekst „Tutaj odpoczywa świadek wszechmogącej miłości Bożej, który gdy walczył przykładnie od 1746 r. przeciw Francuzom oraz Prusakom, w największych niebezpieczeństwach opatrzność strzegła go przed ranami, wreszcie w okresie zimowego pokoju zapadłszy na zdrowiu, został powołany do wieczności. Bohater ten nazywał się Dionisius Radvanszky z Radvan. Jego znaczny i przesławny ród był ozdobą węgierskiego królestwa. Jako oficer lekkiego pieszego pułku excelencii generała hrabiego Batyana, Dionis, za swe zasługi nie doczekał zasłużonej sławy, przedwcześnie zmarł w Bartultovicach, 27 grudnia 1760 r. w wieku 35 lat. Na pamiątkę swej braterskiej miłości, postanowił ten pomnik postawić R z Radvan, oficer lekkiego pieszego pułku excelencii marszałka polnego Leopolda Donau„.
Wojny śląskie, w wyniku których podzielono tę dzielnicę między Prusy i Austrię, nie wpłynęły bezpośrednio na losy tego obszaru osobłodzkiego, który pozostał dalej w monarchii Habsburgów. Wiosną 1741 r. ziemia osobłodzka stała się jednak na moment głównym teatrem działań pierwszej wojny śląskiej. Po zajęciu niemal całej dzielnicy przez Fryderyka II, Prusacy oczekiwali wiosennej kontrofensywy austriackiej. Pytanie stanowiło tylko miejsce jej uderzenia. Pruscy generałowie twierdzili, że ataku należy się spodziewać z rejonu Ołomuńca w kierunku na Opawę i Racibórz, król wskazywał jednak jako bardziej newralgiczne miejsce Zlate Hory i Głuchołazy. Chcąc sprawdzić osobiście jak się sprawy mają Fryderyk 1 kwietnia udał się do Krnova. Tu doszła go wiadomość o sprawdzeniu się jego przewidywań i marszu wojsk austriackich przez Głuchołazy na Nysę. Po wydaniu odpowiednich rozkazów 4 kwietnia Fryderyk wyruszył z Krnova w stronę Prudnika. Armia pruska maszerowała przez ziemię osobłodzką, w tym Bartultovice, w dwóch kolumnach. Prawą prowadził król, lewą – feldmarszałek Schwerin. Bagaże poprowadzono trzecią - okrężną drogą. Przemarsze obu armii nękały rejon Osobłogi jeszcze wielokrotnie, niemal do samego podpisania pokoju w Hubertusburgu w 1763 r. W czasie jednego z nich zmarł wspominany węgierski oficer.
Jeśli opisane miejsca zdecydował się ktoś zwiedzić na rowerze, to z Trzebiny do Głuchołaz proponuję udać się leśną drogą prowadzącą równolegle do granicy. Wyjeżdża ona w Nowej Wsi, skąd pozostaje już tylko kilkaset metrów do Pokrzywnej. Wybór tej drogi jest w pewnym sensie nawiązaniem do tematu felietonu, gdyż właśnie w tych lasach, w marcu 1945 r. toczono bardzo zacięte walki, dzięki czemu miejsce to stało się jednym z ulubionych terenów penetrowanych w powiecie prudnickim przez miłośników militariów.
autor: Paweł Szymkowicz i Cyprian Szczęsny 2004-04-02 |
|
||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
|
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||