Obraz minionych okresów historycznych na Śląsku prezentuje się nam na ogół pomnikowo - poszczególne postacie piastowskich władców, ciekawsze zabytki, ważniejsze bitwy. Nagromadzenie i synteza tych informacji jawi się przeciętnej osobie, a co gorsze i krajoznawcom niekiedy, jako masywny szkielet konstrukcji budowlanej bez substancji ją wypełniającej. A substancją tą jest całe społeczeństwo i jego zwykłe, codzienne życie. Tylko nieliczni historycy starają się je nam przybliżyć, żeby ograniczyć się do książki prof. Ewy Maleczyńskiej.1 Warto jednak, by krajoznawcy znali pełniejszy obraz Śląska we wszystkich jego okresach historii, choćby na własny użytek. Pozwala to bowiem dostrzec pełniej pewne prawidłowości i cechy typowe rozwoju naszych ziem.
Za przykład wybrano Głuchołazy, niewielką przygraniczną miejscowość (jeszcze przed ostatnią wojną granica przebiegała szosą jarnołtowską), która swe istnienie zawdzięczała górnictwu złota, a potem usługom i przemysłowi.2. Wydawałoby się - rzeczywiście głucha, zapadła mieścina, nie licząc oczywiście lecznictwa. Lecz w drugiej połowie XIX w. obraz jej środowiska jakże odbiegał od tego, co nam się kojarzy z prowincją.
Oto w Głuchołazach rozwinęło się dość bogate i to różnorodne środowisko twórcze: muzyków, malarzy, pisarzy. Dodajmy jeszcze do tego odbiorców kultury, intelektualistów i miłośników sztuki bez aktywności twórczej, a więc z reguły anonimowych. Co ciekawsze - środowisko takie nie było wyjątkiem na ówczesnym Śląsku, zaliczając się wszakże do aktywniejszych w swoim gronie miasteczek. Nie jest to zjawisko czymś zaskakującym, gdyż poziom kulturalny ogółu ludności Śląska, a zwłaszcza miejskiej, oscylował dość wysoko. Znana była muzykalność tutejszej ludności 3 i to sięgająca daleko w przeszłości. To przecież w pobliskim Prudniku żył w XVII w. Apelles Mateusz von Löwenstein, twórca 30 koncertów i lutetów, pieśni górniczej, libretta do opery "Judyta" Marcina Opitza z Bolesławca. Wywarł on duży wpływ na twórczość J. S. Bacha, a prawdopodobnie i na króla Jana Kazimierza, który zresztą wydał przywilej dla innowierców w Prudniku.4 Z także pobliskiego Grodkowa pochodził Józef Elsner, nauczyciel Fryderyka Chopina. Z kolei środowisko Nysy - to zupełnie odrębny rozdział.
Jedną z okoliczności, które doprowadziły do znacznego ożywienia twórczego na Śląsku, była bez wątpienia reforma oświaty w zakresie metod nauczania oraz bazy materialnej i podstaw organizacyjnych. Jak pisze J. Chlebowczyk,5 dzięki niej Śląsk wysunął się pod tym względem na jedno z czołowych miejsc wśród ziem polskich. Szczególną rolę odgrywała Opolszczyzna. Nie bez znaczenia dla rozwoju kulturalno-oświatowego stały się konflikty drugiej połowy XIX w., 6 a zwłaszcza pruska wygrana nad Francją w 1871 r., która przyniosła falę entuzjazmu - trzeba to podkreślić - nacjonalistycznego i szowinistycznego.
Równocześnie też to niewątpliwe ożywienie, wsparte poważnymi zastrzykami finansowymi z kontrybucji francuskich, zauważalne jest dobrze na tle ogólnych dziejów Śląska. Kraina ta w pierwszej połowie XIX w. pogrążona była w wyraźnej stagnacji gospodarczej, ograniczającej wszak mecenat i horyzonty intelektualne mieszczaństwa. 7 Stąd i sztuka nie stworzyła tu dzieł wybitniejszych.
Upowszechnienie oświaty, większe możliwości finansowe ożywiły i środowisko Głuchołazów. Nie było one wszakże pozbawione znakomitych poprzedników. Właśnie tu urodził się przed 1400 r. znany Jodok, kronikarz Śląski, opat klasztoru kanoników na Piasku we Wrocławiu (tamże pochowany w chórze kościoła w 1429 r). Warto dodać, że magisterium sztuk wyzwolonych i bakaleurat praw otrzymał w się na Krakowie w 1421 r. Stąd także pochodził ojciec Serafin (ur. po 1700 r.), który doktoryzował uniwersytecie julijskim w Italii. Trzy razy był prowincjałem czesko-śląskim cenionego zakonu kapucynów, zostając pod koniec życia nawet jego generałem.
Później już nie było w historii miasta tak wybitnych postaci. Ale za to kultura i sztuka stały się też bardziej masowe. Wymieńmy za autorem monografii Głuchołazów choć kilka nazwisk osób, czynnych na przełomie XIX/XX w.8
Dość liczne było grono kompozytorów, których poczet otwiera chyba Ryszard Schubert (ur. w 1878 r.) nie dlatego, iżby miał jakiś związek z Franciszkiem, ale dlatego, że w swoich ponad 120 kompozycjach wykorzystał wiele miejscowych motywów muzycznych. Miał ku temu dobrą sposobność, gdyż uczył się w okolicznych wsiach. Inni muzycy - kompozytorzy to Henryk Melcher, Aleksander Menzler, Józef Stenzel, Robert Amst, K. Zuschneid, W. Zimmer. Muzykologią zajmował się zaś Leopold Heinze.
Nie mniej liczne było grono malarzy, tworzących najczęściej sielankowe sceny rodzajowe lub pejzaże, jak Wilhelm Ertelt, Artur Blaschnik, Anna-Maria Lagus. Byli też malarze historyczni, tworzący głównie pod wpływem monachijskiego akademizmu, jak Johann Fafnreth (1838-1897). A swoją drogą ciekawe, czy jakieś ich prace ocalały w Głuchołazach.
Dużo, a może nawet więcej było osób, posługujących się piórem, chyba łatwiejszym narzędziem pracy. Najbardziej znanym z nich był Karol Stangen (ur. 1833 r.), podróżnik ówczesnego pokroju, który po swych światowych wojażach opublikował kilka książek. Dominowali jednak poeci, co ciekawsze - dość często posługujący się lokalną gwara lub dialektem. Poezji oddawali się także liczni mieszkańcy Głuchołazów, którzy stąd nie pochodzili. Wśród wyróżniających się można wymienić Franciszka Hochheisera (1873-1927), zmarłego we Wrocławiu, czy Gretę Dobroschkę. Przedstawione grono osób charakteryzuje w jakimś stopniu twórców w zakresie sztuki. Ale i inne dziedziny były reprezentowane, choć znacznie skromniej. Byli to badacze, naukowcy - nieprofesjonaliści, rekrutujący się przede wszystkim spośród kadry nauczycielskiej gimnazjum i innych szkół, a także duchowieństwo. Tak więc badaniami pedagogiczno-historycznymi zajmował się F. Tschech, historyczno-regionalnymi Alois Atzler, zaś krajoznawstwem - w sensie twórczości pisarsko-publicystycznej, J. Schotz i Paul Kutzner.
Twórców tu wymienionych, nie mówiąc o przemilczanej reszcie, na próżno by na ogół szukać w encyklopediach czy leksykonach. Ich twórczość nie żyła przeważnie dłużej niż sami autorzy, gdyż nie wzniosła się nad bardzo przeciętny poziom. Także literatura piękna nie weszła do skarbów kultury, gdyż jest to, jak pisze trafnie M. Szyrocki, 9, piśmiennictwo bez większych ambicji poznawczych i artystycznych.
Nie chodzi też więc o popularyzowanie tej twórczości ani twórców. Trzeba jednak znać klimat ówczesnych Głuchołazów oraz postawić wniosek - wielkość miejscowości nie jest czynnikiem ograniczającym twórczość i aktywność intelektualną. Tym bardziej obecnie, w jakże lepszych warunkach społeczno-ustrojowych, w których stworzone zostały wspaniałe warunki do takiej pracy. Ich wykorzystanie - zależy od nas samych. Szczególną zaś rolę należy przypisać krajoznawcom, reprezentującym aktywną grupę miłośników regionu, zdolnych i właściwych do kształtowania kultury regionu.
Krzysztof R. Mazurski (Wrocław)
I ŚLĄSKIE SYMPOZJUM KRAJOZNAWCÓW - 1977
Piśmiennictwo:
1 E. Maleczyński: Życie codzienne Śląska w dobie Odrodzenia. Warszawa, PIW 1973, s. 148.
2 Z. Martynowski, K.R. Mazurski: Głuchołazy i okolice. Warszawa, Sport i Turystyka 1977.
3 J. Herrmann: Josef Elsner und die polnische Muzik. München, Delp 1969.
4 Z. Martynowski, K.R. Mazurski: Ziemia Kłodzka i Góry Opawskie. Warszawa, Sport i Turystyka 1978.
5 Historia Śląska. Wrocław, Ossolineum 1970 t. 2 cz. 2 s. 435.
6 Historia Śląska. Wrocław, Ossolineum 1970 t. 3 cz.1 s. 509.
7 Ibidem.
8 P. Kutzner: Aus einer kleinen Fürstenstadt. Głuchołazy 1928, s. 457.
9 Historia Śląska. Wrocław, Ossolineum 1970 t. 3 cz.1 s. 520.
