Oto kilka wybranych danych z długiej listy:
Rok Ilość kuracjuszy
1881 440
1885 580
1890 690
1895 1759
1900 5100
1905 4850
1912 5674
Podając liczbę kuracjusz P. Kutzer zapewne nieco przesadził. O ile bowiem do 1895 podane ilości kuracjuszy są wiarygodne, o tyle w późniejszych latach podane cyfry zawierają nie tylko kuracjuszy, ale również grupy czy osoby przybyłe do Głuchołaz na kilku czy kilkunastodniowy wypoczynek. Nie ulega jednak wątpliwości, że przed wybuchem wojny światowej ilość przybyszów przekraczała ilość stałych mieszkańców miasta. Burzliwy rozwój uzdrowiska trwał tak długo, jak długo popularne było leczenie metodą Kneippa. Z chwilą zmniejszenia się zainteresowania tą metodą w świecie lekarskim zaczęły się trudne lata dla uzdrowiska głuchołaskiego. Pierwszym sygnałem upadku kurortu było bankructwo ośrodka kąpielowego "Ferdinand". Od 1913 roku zakład leczniczy przejęły siostry Urszulanki ze Świdnicy. Zakłady kąpielowe i lecznicze "Wilhelm", "Franciszek" czy "Juppego" zamieniono na hotele, pensjonaty, gdzie za umiarkowaną zapłatą można było odpocząć czy zatańczyć. Właściciel "Zacisza Leśnego" hrabia Ballenstrem był na tyle bogaty, ze przeznaczył swój obiekt na ośrodek wypoczynkowy dla rodziny i znajomych na zasadach hotelowych. Zmieniały właścicieli pensjonaty i sanatoria. Willa "Raj" sprzedana została górnośląskiej Kasie Chorych, a "Gertruda" bytomskiej gminie żydowskiej. Willę "Albert" zakupił gliwicki magistrat z przeznaczeniem dla dzieci, a sanatorium "Sanitas" przeznaczyła dyrekcja śląskich kolei na ośrodek dla swoich pracowników. Ostatnim ciosem była likwidacja sanatorium dla chorych na serce. Przejął je zarząd prowincjonalny miasta Racibórz i przeznaczył na zakład leczniczy dla kobiet chorych na gruźlicę.
Większość podanych nazw obiektów wypoczynkowych, leczniczych i willi jest dzisiaj nieznana, ale jeszcze wiele lat po wyzwoleniu nazwy te widniały na budynkach zwłaszcza na dzisiejszej ulicy, aż po dom wczasowy "Zacisze". Wszystkie te zmiany nie załamały władz i społeczeństwa miasta. Głuchołazy przestały być wprawdzie kurortem, a przemieniły się w miejscowość wypoczynkową i nadal jeszcze uzdrowiskową, dzięki temu, że dr Rickman, główny specjalista chorób gruźlicy w sanatorium, zalecał również długie spacery po świeżym powietrzu na promenadzie wzdłuż Białej i na Górę Drzewną (Chrobrego). Przy bramie sanatorium zbudował niewielkie obserwatorium astronomiczne. I tak powoli i systematycznie Głuchołazy stawały się miejscowością, do której przybywały tłumy ludzi, zwłaszcza z przemysłowego Górnego Śląska, którzy z dala od zgiełku i pyłu mogli tu wypoczywać w ciszy i spokoju. Oprócz zdrowego klimatu przyciągały turystów malownicze wzgórza, góry, lasy i rzeka. Podobny kryzys przechodzili Czesi w Jeseniku. Aby jeszcze bardziej zmniejszyć napływ turystów do Głuchołaz, wtedy właśnie nadali miastu ośmieszającą i niemal kompromitującą nazwę Hluche Lazné (Głuchy Zdrój). Mieszkańcy ówczesnego Ziegenhals przyjęli to ze spokojem i humorem, a jeden z publicystów śląskich odpowiedział im: "No cóż, drogi Czechu? Tego, co zrobiły Głuchołazy, nie potrafił Jesenik. Nasz "Głuchy Zdrój" jest nadal znany i popularny w przeciwieństwie do Waszego Graffenberka , o którym Europa dawno już zapomniała".
Autor: Stefan Morajko
o autorze
