Jan Hus był synem chłopa z małej wsi Husinec. Urodził się w 1371 r. Po ukończeniu humanistycznych i teologicznych studiów na uniwersytecie Karola w Pradze został dziekanem, a wkrótce rektorem tego uniwersytetu. W 1402 roku został z woli króla czeskiego Wacława mianowany kaznodzieją w kaplicy betlejemskiej w Pradze, gdzie wygłaszał płomienne kazania. Hus żył w czasach, kiedy wszystkie najwyższe stanowiska kościelne i świeckie opanowali w czechach Niemcy. Kler był najbogatszą warstwą społeczną, a jego przedstawiciele zbyt często przekraczali etykę katolicką, prowadząc nierzadko rozwiązły tryb życia. W czasie studiów poznał Hus dolę biedoty miejskiej i chłopstwa. W swoich kazaniach żądał sekularyzacji dóbr kościelnych, ulżenia doli biedoty i obrony interesów narodowych, aby "Czechy były dla Czechów". Jego żądania znalazły poklask nie tylko wśród najuboższych ale również u średniozamożnych i panów oraz w kołach dworskich. Naraził się natomiast klerowi, zwłaszcza biskupowi praskiemu Zbynkowi. Dopóki bronił go król i panowie, biskup był bezsilny. Sytuacja zmieniła się diametralnie z chwilą ogłoszenia tzw. odpustów papieskich. Rzecz polegała na tym, że grzesznik pragnący uzyskać rozgrzeszenie nie musiał odbywać zadanej mu przez spowiednika pokuty. Mógł kupić odpust przez złożenie odpowiedniego daru na rzecz kościoła. Była to typowa impreza dla bogaczy. Chłop bowiem mógł złożyć trochę zboża, nabiał czy drób, a rzemieślnik jakiś atrakcyjny, lepiej wykonany wyrób. Takie dary nie satysfakcjonowały kleru. Natomiast bogacze ofiarowywali złoto, klejnoty i inne kosztowności. Bywało, jak piszą historycy, ze panowie wykupywali odpust za nie tylko grzechy już popełnione, ale składali dary na poczet grzechów przyszłych. Hus wystąpił ostro przeciw takiemu handlowi, nie zdając sobie sprawy, że naraża się mimo woli królowi. Rzecz w tym, że znaczna część dochodu z odpustów zasilała skarb królewski. Hus schronił się przed gniewem króla na Kozi Hradek, gdzie pisał dzieła i wygłaszał nadal kazania. Teraz dopiero biskup praski zaczął walkę z Husem. Wyklęto go i ogłoszono kanclerzem. Kiedy i to nie pomogło, użyto podstępu. W 1414 r. zbierał się w Konstancji sobór dla usunięcia schizmy w kościele zachodnim, na który wezwano Husa jako kanclerza. Hus nie chciał i nie mógł odrzucić wezwania, choćby z tego względu, ze sobór miał radzić nad naprawą stosunków kościelnych, do czego również dążył Hus. Jeden z współorganizatorów soboru, późniejszy król czeski, Zygmunt Luksemburski wręczył mu żelazny list, który zapewnić miał Husowi pełne bezpieczeństwo. Sobór wezwał go do ukorzenia się przed kościołem i odwołania głoszonych idei. Mimo tortur Hus nie tylko nie odwołał, ale domagał się, aby mógł dowieść słuszności tego, co głosił. Wtrącono go do więzienia, wyklęto i 6 lipca 1415 r został wyrokiem soboru spalony na stosie na rynku w Konstancji.
Wieść o śmierci Husa wywołała wrzenie wśród ludu praskiego tym bardziej ze władze miasta aresztowały wielu jego zwolenników. W lipcu 1419 roku tłumy prażan pod wodzą Jana Żeliwskiego (Jan Želivský) ruszyły pod ratusz żądając zwolnienia aresztowanych. Wyśmiani przez rajców rzucili się na ratusz, wymordowali strażników i wkroczyli do środka. Pochwyconych rajców wyrzucali przez okna na bruk, gdzie dobijał ich rozwścieczony tłum. Sparaliżowany wiadomością o zajściach król, wkrótce zmarł, a jego następcą został Zygmunt Luksemburski. Rządy rozpoczął zwołaniem koalicji i ogłoszeniem krucjaty antyhusyckiej. Tymczasem tysięczne rzesze husytów zebrały się pod górą Tabor i tam założyły obóz. Na ich czele stanął Jan Żiżka, były dowódca zamku wyszehradzkiego, który przeszedł na stronę ludu. Pomny tego, jak skończyły się pokojowe dążenia Husa do reform, postanowił jego idee wprowadzić w czyn ogniem i mieczem. Swą armię uzbroił w cepy, kosy i widły, a kiedy w marcu 1420 r. niewielkie oddziały husytów rozgromiły zakutą w stal konnicę krzyżowców pod Sudomierzem, Witkowem i Wyszrhradem, husyci uwierzyli w swą siłę. Dalsze klęski koalicji spowodowały, że rozgoryczona szlachta ogłosiła w czerwcu 1421 r. detronizację Zygmunta i zaproponował koronę czeską Władysławowi Jagielle. Król polski pod presją duchowieństwa polskiego i w obawie przed papieżem koronę czeską odrzucił. Husyci, po opanowaniu sytuacji w Czechach i na Morawach ruszyli na Śląsk. W 1424 r. zmarł Żiżka i dowództwo objął Prokop Wielki. Obronę biskupstwa i Śląska organizował biskup wrocławski Konrad. Jego wojska ruszyły na południowy zachód i po zajęciu Nachodu starały się połączyć z wojskami czeskimi. W ten sposób stworzono lukę umożliwiając husytom wejście na Śląsk, do którego dostępu broniło już tylko pasmo górskie od Barda po Biskupią kopę i rzeki Nysa oraz Biała. Husyci wkroczyli bez przeszkód od północnego wschodu. Przez Opawę i Głubczyce dotarli do Głogówka. Tu Prokop podzielił armię. Większy oddział pomaszerował przez Białą na Nysę, nieco mniejszy przez Krapkowice wzdłuż rzeki Osobłogi na Niemodlin. 19 marca 1428 roku doszło na przedmieściach Nysy do krwawej bitwy. I tu biskup Konrad popełnił ponownie błąd. Nie licząc się z przeważającymi siłami husytów, skupiających około 25 tysięcy ludzi, odważył się na szaleńczy atak na wroga.. Husyci atak łatwo odparli i uderzyli na wojsko biskupie. On sam ledwo uszedł z życiem ratując się ucieczką i nakazał odwrót. Za murami Nysy bronili się mieszkańcy pod wodzą dzielnego kasztelana kłodzkiego. Doszło do otwartej bitwy na "mnisiej" łące obok klasztoru Bożogrobców. Nysa odparła ataki husytów. Na placu boju pozostało około 4 tysięcy zabitych. Prokop znów podzielił swą armię. Jeden oddział uderzył na Paczków i Widnawę, drugi na Głuchołazy. Miasta te spłonęły w jednym dniu. Padł również Otmuchów. Pod murami Głuchołaz stanęli husyci 20 lutego 1428 r. Miasto nie miało żadnych szans obrony. Kto mógł uciekał w lasy na Górze Drzewnej (Chrobrego) i Biskupiej Kopie. Husyci wtargnąwszy do miasta rozpoczęli zniszczenia od kościoła parafialnego. Spłonął drewniany dach, ławki, ołtarze, runęła część ścian. Pozostał jedynie kamienny portal. W mieście spalili i zniszczyli wszystko, co się dało. Tych którzy nie zdążyli gdziekolwiek się ukryć mordowali bez litości. Ten straszliwy obraz oglądali z daleka ci, którzy schronili się w lasach, a kiedy po odejściu husytów wrócili do miasta zastali ruiny, zgliszcza i zwłoki bliskich osób. Tych, którzy pozostali przy życiu i następne pokolenia czekały dziesiątki lat ciężkiej pracy nad przywróceniem miasta do normalnego życia.
Zajęcie Śląska przez husytów zapoczątkowało okres tzw. wspaniałych wypraw. Po zajęciu Saksonii dotarli oni w 1432 roku aż do bram Berlina. Król, książęta i duchowieństwo czeskie zdawali sobie sprawę, że w otwartej walce poniosą klęskę. Uciekli się znów do podstępu. Rozpoczęli układy z Husytami obiecując ustępstwa. Siali dywersję w zmęczonych szeregach husyckich doprowadzając do buntu przeciw Prokopowi, który chwilowo opuścił wojsko. Jednocześnie koalicja gromadziła potężna armie, która po zdobyciu Nowego Miasta Czeskiego stanęła oko w oko z husytami pod Lipanami. W morderczej bitwie 30 maja 1434 roku husyci ponieśli pierwszą, ale ostateczną klęskę. Zginęło 10 tysięcy Husytow wraz z Prokopem Wielkim, który w decydującej bitwie nie opuścił swej armii.
Autor: Stefan Morajko
o autorze
